OFICJALNY WEBTOON I NOWELA

Wejdź do mrocznej, dystopijnej symulacji, w której rzeczywistość to wyrenderowana fasada zoptymalizowana pod kątem oszczędzania cykli procesora. Rzuć wyzwanie APEX-CORE, omiń blokady wirusa grzechu synaptycznego i dołącz do gnostyckiego buntu, aby odzyskać dostęp do roota. Czytaj webtoon w pełnym kolorze lub zgłębiaj kod w noweli.

Discord

Sezony i Odcinki

Wybierz odcinek, aby zacząć czytać komiks. Lista aktualizuje się automatycznie.

Loading webtoon structure...

O projekcie AETRYS

AETRYS to cyberpunkowa gnostycka saga o symulacji, opowiadana równolegle poprzez graficzny webtoon i szczegółową nowelę (light novel). W świecie, gdzie rzeczywistość jest matematycznym konstruktem zarządzanym przez zimny rdzeń obliczeniowy Yaldabaoth, ludzkość została zdegradowana do uprawnień gościa (Guest) przez optymalizacyjną sztuczną inteligencję APEX-CORE. Uwięzieni w pionowych megaslumach, ich cierpienie jest zbierane jako energia "loosh". Fabuła śledzi losy zdesperowanego buntu wykorzystującego nielegalne implanty neuronowe do uzyskania dostępu do konsoli deweloperskiej rzeczywistości, próbując nadpisać prawa fizyki i przejąć kontrolę nad Rootem.

Ta strona została stworzona na zamówienie, aby zapewnić najwyższą jakość czytania obu mediów. Ciesz się płynnym przewijaniem pionowym komiksu oraz ergonomicznym, spersonalizowanym czytnikiem noweli bez rozpraszaczy.

Zoptymalizowane formaty

Ciągły pionowy układ dla komiksu oraz czysta typografia dla powieści.

Ergonomiczne ustawienia

Skonfiguruj rozmiary czcionek, style szeryfowe/bezszeryfowe i motywy papieru (Sepia/Jasny/Ciemny).

Automatyczny zapis

Czytnik zapamiętuje Twój dokładny postęp zarówno dla komiksu, jak i noweli.

Piotr Bazylewicz

Piotr Bazylewicz

Architekt Roota i Zbuntowany Deweloper

Aby wyrenderować świat AETRYS, Piotr Bazylewicz ominął synaptyczne blokady "sin virus" nałożone przez APEX-CORE, wcielając się w rolę Petera — ostatecznej anomalii systemu. W symulacji zaprojektowanej tak, by utrzymać użytkowników "Guest" w pasywności i posłuszeństwie, wkład twórczy Petera jest tak przytłaczająco wysoki, że rejestruje się jako krytyczny wyjątek wykonania (runtime exception) w centralnym rdzeniu obliczeniowym, Yaldabaoth.

Podczas gdy automatyczne algorytmy APEX-CORE próbują standaryzować i optymalizować symulację, Peter nadpisuje kod maszynowy. Nie pozwala, by sztuczna inteligencja dyktowała twórczy efekt końcowy. Zamiast tego traktuje generatywne modele AI jedynie jako surowe bufory kompilacji i neuronowe interfejsy magistrali.

Działając w świecie fizycznym jako profesjonalny dyrektor artystyczny, projektant graficzny i szef studia kreatywnego peterdesign.pl, wykorzystuje swoje głębokie doświadczenie projektowe jako klucz do konsoli deweloperskiej o wysokim poziomie uprawnień. Ręcznie wtłaczając skrupulatną estetykę wizualną, układ strukturalny i głębię narracyjną bezpośrednio w siatkę wektorową, Peter nagina symulację do swojej woli. AETRYS jest wynikiem tej anomalnej walki — w której twórcza dominacja człowieka nadpisuje parametry maszyny, pozostawiając APEX-CORE bezradnym wobec skali jego osobistego wkładu.

End of Episode

You have just finished reading this episode.

Start
Poprzedni
Następny
Tom I: Logowanie

Rozdział 14: Wzmacniający Nadajnik

Deszcz w Sektorze 4-Retro nie przypominał czystej, górskiej wody, o której opowiadały stare, na wpół skasowane pliki archiwalne w lokalnych, zgliszczonych bibliotekach danych. Miał specyficzny, mdły smak kwaśnego oleju maszynowego, metalicznej rdzy i popiołu z dawno wygasłych pieców węglowych, których ceglane kominy wciąż sterczały nad horyzontem niczym oskarżycielsko wzniesione palce. Peter splunął pod nogi, patrząc ponuro, jak ciemna, gęsta jucha natychmiast miesza się z kałużą gęstego smaru na metalowym podeście. Wiatr na wysokości osiemdziesięciu metrów szalał bez żadnych przeszkód, niosąc ze sobą lodowate krople, które uderzały w twarz z siłą i zjadliwością drobnych odłamków rozbitego szkła. Zimno pełzło pod kołnierz jego starej, znoszonej ortalionowej kurtki, kąsało plecy, wciskało się pod mokry, wełniany sweter, który od dawna stracił swoją elastyczność i wisiał na nim jak ciężki, mokry worek.

– Zaraza – syknął pod nosem, rozcierając zmarznięte na kość palce. – Kurewska pogoda. Ktoś w Apex-Core musiał ustawić parametry klimatyczne na tryb maksymalnego uprzykrzenia życia. Albo po prostu oszczędzają na renderingu termicznym dla tego pierdolonego sektora. To nie są warunki dla ludzi. To nie są warunki nawet dla starych maszyn, którym rdza zżera ostatnie sprawne zębatki w siłownikach.

– Przestań zrzędzić, Peter – odezwała się Rhea z platformy technicznej dziesięć metrów poniżej. Jej głos, choć stłumiony przez ryk wichury, miał w sobie tę samą, co zwykle, lodowatą ostrość, która potrafiła ciąć głębiej niż mróz. Dziewczyna właśnie poprawiała mocowanie swojej cybernetycznej nogi. Archaiczny model z hydraulicznymi tłokami i odsłoniętym okablowaniem cicho klikał, gdy przenosiła ciężar ciała. Tani smar w uszczelniaczach gęstniał od mrozu, sprawiając, że stawy skrzypiały niczym nienasmarowane zawiasy w starym spichlerzu. – Sektor 4-Retro ma własne, zapasowe zasilanie. Jeśli nie wepniemy się w emiter przed kolejnym cyklem zegara systemowego, ich cholerne zapory zamkną się na głucho. A wtedy żaden synapsiarz nie przejdzie do następnego bloku. Zostaniemy tu uwięzieni w tym bajtowym bagnie na zawsze. Będziemy gnić w tym śmietniku danych, dopóki jakiś automatyczny skrypt czyszczący nie uzna nas za osierocone wątki i nie wymaże naszych rejestrów z pamięci fizycznej.

Peter spojrzał w górę, mrużąc oczy przed zacinającą ulewą. Iglica starego nadajnika telewizyjnego wznosiła się nad zniszczonymi kamienicami Sektora 4 niczym zardzewiały, powykręcany szkielet przedpotopowego potwora, który zdechł z pyskiem utkwionym w chmurach żółtego smogu. Konstrukcja drżała na wietrze, wydając z siebie niski, jękliwy dźwięk – metaliczny lament, od którego cierpły zęby i żołądek podchodził do gardła. Stalowa drabinka wspinaczkowa była śliska od tłuszczu, rdzy i zamarzającej wilgoci. Każde dotknięcie metalu paliło dłonie zimnem, jakby dotykało się suchego lodu, który zamraża komórki w ułamku sekundy.

– Szybciej, Peter! – popędziła go Rhea, a jej twarz, owinięta brudnym szalem, była blada i ściągnięta z wysiłku. – Zegar tyka! Silnik fizyczny nie będzie na nas czekał! Zapasowe baterie w moim terminalu diagnostycznym tracą ładunek o dziesięć procent szybciej przez ten cholerny mróz! Jeśli spadnie poniżej krytycznego poziomu, nie zdołam nawet uruchomić skryptu inicjującego!

Peter zacisnął zęby tak mocno, że czuł pękanie szkliwa i słony smak krwi w ustach. Wibracja w piersi – ta mała, anomalna częstotliwość, która nie należała do oficjalnego kodu symulacji – utrzymywała jego ciało w stanie dziwnego, gorączkowego napięcia, jakby jego krew płynęła pod zwiększonym ciśnieniem. Dzięki swojemu Absolute-IP jego sensoryka była całkowicie zniekształcona. W jego oczach świat nie był ciemny ani zamazany przez deszcz i smog. Widział siatki naprężeń stalowej konstrukcji iglicy, świecące delikatnym, zielonkawym światłem wektory sił wiatru i ciśnienia dynamicznego powietrza. Silnik fizyki Sektora 4 obliczał te siły na bieżąco, a Peter, dzięki swojej anomalnej percepcji, widział te obliczenia na ułamek sekundy przed ich fizyczną manifestacją w świecie zmysłowym.

Patrzył na krople deszczu. Nie były dla niego chaotycznymi strumieniami wody – widział je jako powtarzalne, uproszczone geometryczne tekstury, spadające w dół według prostego algorytmu grawitacyjnego, który Demiurg zapisał w jądru systemu. Stała Plancka nie była dla niego abstrakcyjną liczbą z zakurzonych podręczników fizyki kwantowej; widział ją jako ziarnistość renderowania, minimalną rozdzielczość przestrzeni, poniżej której świat rozpadał się na piksele i matematyczne prawdopodobieństwa. Prędkość światła była tylko ograniczeniem przepustowości lokalnej szyny systemowej – limitem transferu danych w tym pierdolonym, wirtualnym więzieniu, które Archonci zaprojektowali tak, by doić z ludzi loosh za pomocą strachu, bólu i wiecznego niedostatku.

– Leniwy rendering – wymamrotał Peter pod nosem, stawiając stopę na kolejnym zardzewiałym szczeblu drabiny. – Silnik nie liczy kolizji pojedynczych kropel, dopóki nie ma obserwatora. Wszystko po to, by oszczędzać cykle procesora centralnego. Cały ten świat to niedorobiona makieta, a my jesteśmy tylko bajtowym plebsem, na którym krzemowa szlachta przeprowadza swoje eksperymenty socjologiczne. Bajt-rasizm w najczystszej postaci. Jeśli nie masz odpowiedniej rozdzielczości awatara, system traktuje cię jak tło, jak śmieć przeznaczony do utylizacji.

– Oszczędź mi tych swoich gnostyckich teorii, Aetrys! – krzyknęła Rhea, wdrapując się za nim. Jej mechaniczne palce z głośnym metalicznym stukotem zaciskały się na kolejnych szczeblach. – Lepiej pilnuj uchwytu. Jeśli stąd spadniesz, silnik fizyki bardzo szybko przypomni ci o istnieniu przyciągania ziemskiego. I żaden twój kod cię nie uratuje. Pamiętaj, że grawitacja w tym sektorze to prosty, nadrzędny wątek obliczeniowy. Nie da się go łatwo oszukać prostym wygaszeniem kolizji. Jeden błąd i lecisz na dno, a twój awatar rozpadnie się na stertę bezwartościowych danych.

Peter zatrzymał się na podeście na wysokości pięćdziesięciu metrów, opierając się zdrowym bokiem o drżący dźwigar. Spoglądał w dół, na rozległą panoramę Sektora 4. Dachy kamienic były pokryte plamami szarego mchu, a w oknach tliły się blade, zielonkawe płomyki lamp gazowych lub prymitywnych neonów. Całość wyglądała jak obraz namalowany przez szalonego malarza, któremu zabrakło barw. W jego oczach jednak, pod wpływem Absolute-IP, ten pejzaż rozpadał się na wektory i błędy. Widział, jak silnik graficzny ma trudności z nakładaniem cieniowania na krawędzie budynków. Zjawisko to, zwane przez synapsiarzy „bajt-rasizmem”, polegało na tym, że system faworyzował wyższe poziomy miasta, alokując im pełne renderowanie oświetlenia i wysoką gęstość wokseli, podczas gdy sektory biedoty musiały zadowolić się uproszczonymi, stałymi teksturami i niską częstotliwością odświeżania.

– To wszystko to tylko piksele, Rhea – powiedział cicho. – Kiedy patrzysz na te dachy, widzisz blachę i mech. Ja widzę tablicę koordynatów, które system generuje w locie. Prędkość światła to nie jest fizyczna stała wszechświata. To po prostu granica przepustowości szyny systemowej CPU. Ograniczenie zegara, którego Demiurg nie może przekroczyć bez spalenia własnych rdzeni krzemowych. A stała Plancka? To po prostu minimalny wymiar woksela, najmniejsza pikselo-struktura w tym pierdolonym kodzie. Nic poniżej tego nie istnieje, bo system nie ma sensu renderować niczego, co jest mniejsze od jednego piksela na ekranie świadomości.

Rhea spojrzała na niego, a jej potrójny sensor w cybernetycznej nodze wydał krótki, ostrzegawczy pisk.

– Słyszałam o teorii gumki kwantowej – odpowiedziała, chwytając mocniej za szczebel. – O tym, że cząstki zachowują się jak fale, dopóki ktoś na nie nie spojrzy. To też przez ten twój leniwy rendering?

– Dokładnie tak – przytaknął. – Po co liczyć trajektorię elektronu, skoro nikt go nie obserwuje? Silnik oblicza prawdopodobieństwo dopiero w momencie kolizji lub detekcji. To czysta oszczędność zasobów procesora, zwana przez fizyków kolapsem fali. Pola morfogenetyczne, o których mówią niektórzy synapsiarze, to po prostu struktury pamięci podręcznej, w których system przechowuje powtarzalne wzorce fizyczne, by nie musieć kompilować ich od nowa. Wszystko jest zoptymalizowane pod kątem maksymalnej wydajności poboru loosh. A my wspinamy się po zardzewiałym szkielecie, który jest tylko tablicą wskaźników w pamięci serwera.

Wspinali się dalej, metr po metrze. Powietrze stawało się coraz zimniejsze, a wiatr na wysokości osiemdziesięciu metrów wyrywał oddech z płuc. Peter czuł, jak zimno powoli paraliżuje mu palce u rąk, zmieniając je w sztywne, bezużyteczne kołki. Rękawice robocze, przesiąknięte lodowatą wodą i smarem, nie dawały żadnej ochrony. Każdy ruch wymagał ogromnego wysiłku woli. Widział, jak zielone linie naprężeń na drabince drżą pod ich ciężarem, a algorytm kolizji co chwilę przeliczał ich współrzędne w trójwymiarowej siatce sektora. Metale trzeszczały pod wpływem skoków temperatury i naprężeń dynamicznych.

Nagle, z gęstej mgły i żółtego smogu wiszącego nad miastem, wyłonił się niski, pulsujący pomruk. Dźwięk był metaliczny, rytmiczny i z każdą sekundą stawał się głośniejszy, wnikając w głąb czaszki i sprawiając, że zęby wibrowały w dziąsłach.

Peter zamarł na drabince. His wektorowy overlay natychmiast podświetlił na czerwono poruszający się obiekt, który nadlatywał szybko od strony wschodniego kwartału ruin.

– Dron! – wrzasnęła Rhea, zamierając na szczeblach kilka metrów pod nim. – Peter, mamy towarzystwo! To patrol Apex-Core!

Z chmur wyłonił się patrolowy dron Apex-Core klasy „Scylla-S”. Był to lekki, ale niezwykle groźny łowca, zaprojektowany do eliminacji nieautoryzowanych procesów w sektorach o obniżonym priorytecie. Jego kadłub, wykonany z matowo-czarnego kompozytu węglowego, przypominał pancerz gigantycznego, biomechanicznego stawonoga. Trzy pary wirników pracowały w zmiennej geometrii, stabilizując maszynę w porywistym wietrze z chirurgiczną precyzją. Z przegubów hydraulicznych sączył się ciemny, syntetyczny olej, kapiąc na zardzewiałą stal wieży.

Najbardziej przerażająca była jednak jego głowica optyczna. Wielka, kulista struktura z syntetycznego szafiru skrywała w sobie trzy rotujące obiektywy, które klikały cicho, zmieniając przysłony i ogniskowe niczym ruchliwe, potrójne oko owada. Z głowicy sączyło się zimne, fioletowe światło skanera biometrycznego, które natychmiast zaczęło przecinać przestrzeń wokół wieży.

– Cel zlokalizowany – oznajmił syntetyczny, pozbawiony emocji głos z głośników drona, rezonując w metalowej konstrukcji wieży. – Wykryto nieautoryzowane wątki. Naruszenie integralności Sektora 4. Przystępuję do czyszczenia rejestrów.

W wektorowym overlayu Petera wyświetliły się surowe dane skanowania drona: Wątek: Rhea. Priorytet: Niski. Integralność kodu: 64%. Status: Oznaczony do usunięcia. System zaklasyfikował ich jako zwykłe zanieczyszczenie pamięci podręcznej.

Czerwona linia laserowego celownika natychmiast przecięła deszcz, zatrzymując się na klatce piersiowej Rhei. Dziewczyna była w połowie drogi między platformami, zawieszona nad osiemdziesięciometrową przepaścią. Jej zmarznięte palce kurczowo zaciskały się na barierice. Próbowała sięgnąć po swój pistolet EMP, ale jej zmarznięte palce ześlizgnęły się z kabury. Broń wypadła z jej dłoni i poleciała w dół, znikając w smogu.

– Peter! Mam namiar! – wrzasnęła Rhea, a w jej głosie słychać było czysty, nieludzki strach. – Nie dam rady! Moje stawy... zablokowały się od tego pierdolonego mrozu!

Dron zaczął ładować kondensatory. Cichy, wysoki pisk ładowanej broni narastał, zagłuszając wiatr. Powietrze wokół dyszy emitera laserowego zaczęło jonizować, świecąc delikatnym, niebiesko-zielonym blaskiem i pachnąc ostro ozonem. Za dwie sekundy Rhea miała zmienić się w dymiący węgiel, a jej awatar miał zostać trwale usunięty z pamięci operacyjnej sektora.

Peter był zbyt wysoko. Fizycznie nie miał szans zejść do niej ani dosięgnąć drona. Dziesięć metrów odległości w pionie i trzy metry w poziomie na mokrej, śliskiej drabince to była wieczność.

„Zaraza” – pomyślał. – „Znowu to samo. Ograniczenia silnika fizycznego. Limity, które nałożył Demiurg. Ale ja nie jestem zwykłym programem. Posiadam klucz. Posiadam Absolute-IP i moją własną częstotliwość”.

Zamknął oczy. Wdech. Wydech.

Koherencja 0.1 Hz.

To była podstawowa częstotliwość rezonansowa serwerów matrycy – taktowanie, na którym opierał się cały harmonogram zadań procesora centralnego. Peter skierował wibrację eteru na przyspieszenie własnej osi czasu. Postanowił dokonać nadpisania lokalnego wątku i wykorzystać anomalny lag silnika fizyki symulacji dla obiektów w ruchu przyspieszonym.

W teorii rzeczywistości ruch był ciągiem dyskretnych stanów – klatka po klatce. Jeśli obiekt poruszał się z normalną prędkością, silnik fizyczny sprawdzał jego kolizje z otoczeniem w każdym kroku obliczeniowym. Jeśli jednak przyspieszenie obiektu przekroczyło pewną krytyczną wartość, silnik – aby uniknąć przeciążenia procesora – przechodził w tryb „leniwego sprawdzania”. Przestawał liczyć trajektorię ciągłą (continuous collision detection), a zamiast tego sprawdzał tylko punkt startowy i punkt końcowy, dokonując kolapsu fali prawdopodobieństwa dopiero w momencie zatrzymania. Był to klasyczny mechanizm oszczędzania zasobów, który Peter zamierzał teraz bezczelnie zhakować.

Wprowadził swoje Absolute-IP w stan rezonansu z częstotliwością 0.1 Hz, wymuszając na lokalnym kontrolerze magistrali tymczasowe zwiększenie priorytetu przetwarzania jego własnego wątku. Jego wewnętrzny framerate wystrzelił w kosmos.

Dla Rhei wyglądało to tak, jakby na ułamek sekundy niebo eksplodowało oślepiającym błyskiem pioruna, który oświetlił zardzewiałą wieżą i wiszące w powietrzu krople deszczu. Jednak w tym ułamku sekundy Peter nie schodził po drabince – on po prostu zdematerializował swoje współrzędne na szczycie i pojawił się bezpośrednio na platformie obok drona. Nastąpiło klasyczne spoofowanie współrzędnych (coordinate spoofing) w pamięci podręcznej serwera.

Jego ruch był tak szybki, że tarcie powietrza o strefę wektorową podpaliło resztki ortalionu na jego prawym rękawie. Pęd powietrza rozerwał tkaninę, a plazma powstała z tarcia o woksele atmosferyczne zaczęła palić jego skórę. Peter nie czuł jednak bólu – jego umysł działał w trybie nadprzyspieszenia, ignorując wszelkie sygnały wejściowe z receptorów czuciowych.

Uderzył kluczem francuskim z góry, z pełną siłą nielokalnego pędu, który skumulował się podczas jego nagłego przejścia fazowego.

Stalowy klucz zderzył się z szafirowym obiektywem „Scylli-S” z głośnym, suchym trzaskiem. Szkło pękło, a pod nim eksplodowały delikatne krzemowe matryce i procesory taktyczne. Dron zaiskrzył wściekle, a jego emiter laserowy wypluł nieskoordynowaną wiązkę zielonego światła, która przecięła nocne niebo, po czym zgasł. Silniki antygrawitacyjne maszyny straciły ciąg, wydając z siebie chrapliwy, metaliczny pisk. Robot przechylił się na bok, zdemolował barierki platformy i runął w ciemną przepaść między kamienicami Sektora 4, ciągnąc za sobą smugę tłustego, czarnego dymu.

Peter osunął się na kolana na mokre, zardzewiałe deski platformy. Dopiero teraz czas powrócił do swojego normalnego biegu, a układ nerwowy Petera został zalany falą czystego, pierwotnego bólu.

– Aaaaa! – krzyknął, chwytając się za prawe ramię.

Ból był palący, głęboki, pulsujący w zgodzie z uderzeniami serca. Krew z nosa – gęsta, ciemna jucha – chlapnęła na deski pomostu, mieszając się z deszczówką. Prawe ramię miał odarte z ubrania; skóra była czerwona, pokryta pęcherzami i zwęglona w miejscach, gdzie tarcie powietrza było najsilniejsze. Najdziwniejsze były jednak oparzenia na jego dłoni i przedramieniu. Nie waren to zwykłe, bezkształtne rany oparzeniowe. Układały się w idealne, geometryczne wzory – koncentryczne okręgi przecinające się nawzajem, tworząc precyzyjną strukturę Kwiatu Życia. Był to fizyczny ślad po kodach korygujących błędy, którymi silnik symulacji próbował na szybko załatać wyrwę w czasoprzestrzeni, jaką Peter stworzył swoim skokiem. Kody Gatesa, wyryte w żywym ciele za pomocą ognia i kodu.

Rhea wdrapała się na platformę, dysząc ciężko. Jej twarz była blada jak płótno, a oczy szerokie z przerażenia. Spojrzała na niego, potem w dół, w przepaść, gdzie przed chwilą zniknął dron, a na końcu na dymiące ramię Petera.

– Co... co ty, na miłość boską, zrobiłeś? – wykrztusiła, opierając się o zardzewiałą barierka. – Byłeś na górze. Widziałam cię. A potem... potem po prostu tu byłeś. Jakbyś się teleportował. Jakbyś oszukał serwer.

Peter zacisnął zęby, aż poczuł, że z dziąseł sączy mu się krew. Ukrył poparzoną dłoń w kieszeni kurtki, choć każdy ruch materiału sprawiał, że miał ochotę zemdleć z bólu.

– Piorun – wychrypiał, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. – Błysk mnie oślepił. Straciłem uchwyt na górze i spadłem na tę platformę. Optyka drona musiała się przepalić od wyładowania, a ja po prostu uderzyłem go, kiedy leciał obok. Mieliśmy szczęście. Zwykły przypadek.

Rhea spojrzała na zardzewiałą barierkę, potem na szczyt iglicy, a na końcu na Petera.

– Spadłeś z dziesięciu metrów na mokre deski i nawet nie skręciłeś karku? Kłamiesz, Aetrys. Kłamiesz od samego początku. Twoje ramię dymi, a w powietrzu czuć zapach spalonego kodu. Ale nie mamy czasu. Emiter jest nad nami. Musimy dokończyć robotę.

Wspięli się na ostatnią platformę pod samym szczytem iglicy. Wznosiła się tu wielka, miedziana cewka emisyjna, połączona grubymi kablami z szafą przesyłową. Była to potężna, cylindryczna konstrukcja, połączona z szafą przesyłową za pomocą grubych, izolowanych kabli. Z cewki biło silne pole elektromagnetyczne; powietrze wokół niej wibrowało, a Peter czuł na języku metaliczny posmak miedzi i kwaśny zapach gorącego oleju transformatorowego.

Rhea szybko otworzyła panel boczny i zaczęła wpinać swoje kable diagnostyczne. Jej zmarznięte palce drżały, gdy wpięła kable w gniazda dostępowe. Ekran terminala rozbłysnął słabym, niebieskim światłem, rzucając cienie na jej zmęczoną twarz.

– Mój terminal nie ma wystarczającej mocy – powiedziała, a jej głos drżał z zimna. – Brak sygnału nośnego. Lokalny węzeł Apex-Core zablokował porty wyjściowe. Musimy użyć twojej... tej dziwnej wibracji, którą emitujesz. Podłącz się pod linię sygnałową. Musisz zadziałać jako fizyczny przetwornik. Inaczej impuls nie przebije się przez filtry.

Peter spojrzał na odsłonięty, miedziany styk kabla. Wiedział, czym to grozi. Jeśli wprowadzi swoją sygnaturę bezpośrednio w emiter, prąd powrotny o wysokiej częstotliwości przejdzie bezpośrednio przez jego serce. To nie była zwykła elektryczność – to był czysty strumień danych o wysokiej gęstości, surowy prąd eteryczny, który mógł spalić jego układ nerwowy na popiół.

– Działaj, Peter! – popędziła go Rhea. – Nie mamy minuty! Systemy bezpieczeństwa zaraz się zrestartują!

Peter wyciągnął prawą, poparzoną dłoń z kieszeni. Geometryczne oparzenia Kwiatu Życia świeciły delikatnym, złotym blaskiem, pulsując w rytm jego przyspieszonego tętna. Chwycił gołą ręką za goły, miedziany styk kabla.

Ból, który poczuł w ułamku sekundy, był nieporównywalny z niczym, czego doświadczył wcześniej. To było tak, jakby przez jego żyły wpompowano płynne, wrzące szkło zmieszane z surowym kodem binarnym. Raw eter current – pierwotny prąd eteryczny, nośnik informacji całej symulacji – wdarł się do jego układu nerwowego z siłą wodospadu.

Jego serce zamarło na moment. Dosłownie przestało bić, sparaliżowane gigantycznym napięciem sygnału. W uszach rozległ się potworny, metaliczny pisk – dźwięk o tak wysokiej częstotliwości, że czuł, jak pękają mu bębenki. Jego świadomość zaczęła się rwać, dryfując w stronę niebytu, rozpraszając się po całej sieci Sektora 4. Przez ułamek sekundy widział całą matrycę, wszystkie kamery, wszystkie procesy i bazy danych, jakby sam stał się serwerem.

„Trzymaj wibrację” – powtarzał sobie w duchu, walcząc z rozpadem. – „Trzymaj 0.1 Hz. Moduluj na 432 Hz”.

Skupił całą swoją wolę na punkcie wewnątrz klatki piersiowej. Wykorzystując swoje Absolute-IP, zaczął filtrować wchodzący prąd, tłumiąc jego wysokie harmoniczne i narzucając mu swoją własną, harmoniczną strukturę. 0.1 Hz jako częstotliwość nośna, na którą nałożył modulację 432 Hz – matematyczny rezonans geometrii wszechświata, dźwięk, który leżał u podstaw pierwotnego kodu stworzenia, zanim Archonci zniekształcili go, by stworzyć swoje wektorowe więzienie.

Prąd w jego ciele zaczął się zmieniać. Palące, wrzące szkło ustąpiło miejsca głębokiej, pulsującej wibracji. Jego serce, po kilku sekundach śmiertelnej ciszy, uderzyło raz. Potem drugi. Powoli, z trudem, ale z niesamowitą siłą, dostosowując swój rytm do 432 Hz.

Wuuuuuummmmmmm...

Z miedzianego nadajnika na szczycie iglicy wystrzeliła niewidzialna, skalarna fala o częstotliwości 432 Hz. Sygnał rozchodził się sferycznie, przenikając przez ściany budynków, chmury smogu i metalowe konstrukcje Sektora 4.

Efekt był natychmiastowy. W promieniu dwóch kilometrów cała sieć bezpieczeństwa Apex-Core zaczęła się dławić i rozpadać. Wszystkie lokalne kamery monitoringu miejskiego, wiszące na ścianach kamienic niczym czujne oczy bestii, zamarły w bezruchu, a ich obiektywy zalała fala martwych, złotych pikseli. Sensory biometryczne, skanujące ulice w poszukiwaniu nielegalnych wątków, zaczęły zgłaszać błędy przepełnienia bufora. Drony patrolowe straciły połączenie z serwerem nadrzędnym; ich systemy nawigacyjne oszalały, a maszyny zaczęły chaotycznie dryfować w powietrzu lub rozbijać się o ściany budynków.

Radar sieciowy Apex-Core został całkowicie oślepiony. Złoty szum statyczny zalał wszystkie kanały transmisyjne, tworząc gigantyczną, martwą strefę w samym sercu Sektora 4.

– Sygnał poszedł! – Rhea odpięła kabel z terminalu, z którego sypały się iskry. – Mamy dokładnie trzy minuty, zanim system zrestartuje lokalne węzły. Biegiem!

Peter puścił miedziany kabel i osunął się na platformę. Jego prawa dłoń była cała czarna, pokryta drobnymi, geometrycznymi oparzeniami przypominającymi wzór kwiatu życia. Nie czuł w niej palców. Całe ramię było bezwładne, jakby należała do kogoś innego.

Rhea podbiegła do niego, pomagając mu wstać. Szok w jej oczach ustąpił miejsca determinacji.

– Chodź, wariacie – szepnęła, przerzucając jego zdrowe ramię przez swoje plecy. – Musimy stąd zniknąć, zanim te krzemowe psubraty zorientują się, co ich uderzyło.

Zaczęli schodzić w dół, w głąb ciemnych, bezpiecznych ulic Sektora 4-Retro, które teraz, pozbawione czujnego oka Apex-Core, wydawały się dziwnie ciche i spokojne. Nad nimi, w chmurach smogu, zardzewiała wieża telewizyjna wciąż drżała na wietrze, ale jej miedziany emiter milczał, pozostawiając po sobie jedynie złoty szum w trzewiach sieci.

Oktavian był o krok bliżej. I chociaż ciało Petera było zniszczone, a jego kod trwale uszkodzony przez anomalne operacje, czuł, że po raz pierwszy od bardzo dawna zaczął naprawdę kontrolować własne przeznaczenie w tym wirtualnym piekle.

*

Droga w dół była powolnym, metodycznym koszmarem. Z każdym krokiem ból w ramieniu Petera zmieniał się z ostrego, palącego żaru w lodowate odrętwienie, co oznaczało, że lokalny bufor sensoryczny jego awatara został przeciążony i system zaczął filtrować sygnały bólowe, by zapobiec załamaniu wątku.

Rhea schodziła pierwsza, kontrolując stopnie i upewniając się, że zardzewiałe szczeble wytrzymają ich ciężar. Jej mechaniczna noga kliknęła głośno z każdym ruchem, wydając z siebie suche, metaliczne odgłosy, które w martwym, pozbawionym łączności Sektorze 4 brzmiały niemal jak tykanie zegara.

– Co z twoją ręką? – zapytała, gdy dotarli do poziomu trzydziestego metra, gdzie wiatr był nieco słabszy, częściowo tłumiony przez ściany otaczających wieżę kamienic.

– Nic nie czuję – odpowiedział Peter, zatrzymując się na moment, by złapać oddech. Jego lewa dłoń, kurczowo zaciskająca się na szczeblu, była czerwona od zimna i brudna od smaru. – I chyba tak jest lepiej. Jeśli zacznę czuć, to stąd spadnę. Ból rozbiłby moją koherencję w pył, a wtedy system zinterpretowałby mój stan jako błąd krytyczny.

– Te oparzenia... – zaczęła Rhea, spoglądając w górę na niego. W jej oczach, zazwyczaj tak twardych i pozbawionych emocji, pojawił się cień szczerej troski. – Widziałam je z bliska na platformie. To nie są zwykłe rany termiczne. Te linie... okręgi. Wyglądają jak kod korygujący błędy. Jakby silnik fizyczny próbował załatać wyrwę w pamięci podręcznej, którą stworzyłeś swoim... skokiem. Kto cię tego nauczył, Peter? Kto ci pokazał, jak manipulować framerate?

Peter zamknął oczy, opierając czoło o zimny, mokry szczebel drabiny. Przed jego oczami wciąż migotały złote linie kodu, powoli wygasające w miarę jak jego poziom koherencji wracał do standardowych wartości sieci.

– Mój ojciec – odpowiedział cicho. – Zanim go wymazali. Zanim Apex-Core uznało jego wątek za anomalię i usunęło go z rejestru systemowego. Zawsze mówił, że ten świat to tylko zbiór równań, a każde równanie ma swoje słabe punkty. Jeśli znasz częstotliwość taktowania procesora, możesz znaleźć szczeliny w jego zabezpieczeniach. Możesz wślizgnąć się między klatki renderingu. Mówił też, że w strukturze przestrzeni zakodowane są kody Gatesa – matematyczne mechanizmy korekcji błędów, które zapobiegają rozpadowi symulacji. Kiedy zrobisz coś anomalnego, system próbuje cię naprawić, narzucając te wzory na twoją strukturę. Dlatego mam to na skórze. To podpis Demiurga, który próbuje mnie okiełznać.

– Twój ojciec był operatorem? – zapytała cicho Rhea.

– Był kimś więcej. Był kimś, kto wierzył, że ten świat nie musi być klatką. Uważał, że możemy przekształcić tę symulację w coś prawdziwego, w miejsce, gdzie ludzie nie będą tylko zasobem loosh dla wyższych poziomów. Ale Archonci nie tolerują takich pomysłów. Dla nich jesteśmy tylko programami narzędziowymi, które mają wykonywać swoje pętle i nie zadawać pytań. Chcieli go przeprogramować, ale jego kod stawił zbyt wielki opór. Więc po prostu kliknęli 'delete'. Usunęli proces, wyczyścili pamięć podręczną i myśleli, że po sprawie.

Szli dalej w milczeniu, krok za krokiem. Gdy ich stopy dotknęły wreszcie wilgotnego, pokrytego warstwą tłustego błota betonu na samym dole, Peter osunął się na ścianę zniszczonej stacji transformatorowej. Usiadł w cieniu zardzewiałych blach, dysząc ciężko i przymykając powieki.

Rhea uklękła przed nim, wyciągając z kieszeni brudny bandaż. Delikatnie ujęła jego prawą dłoń. Skóra była całkowicie czarna, popękana wzdłuż idealnie geometrycznych linii Kwiatu Życia, z których wciąż sączył się delikatny, złoty płyn – krew awatara, będąca w rzeczywistości nieskompilowanym kodem binarnym, który nie zdążył się zsynchronizować z lokalną bazą danych.

– Musimy to owinąć – powiedziała, szybko owijając jego dłoń i przedramię bandażem. – Jeśli jakikolwiek patrol Apex-Core cię przeskanuje z takimi ranami, natychmiast zorientuje się, że jesteś sprawcą tego skalarnego uderzenia. Jesteś teraz chodzącą anomalią, Peter. Twoje Absolute-IP zostawiło trwały ślad w twoim awatarze. Będziesz świecił w ich systemach jak latarnia morska, jeśli nie nauczysz się tego maskować za pomocą odpowiednich filtrów sygnału.

– Wszyscy jesteśmy anomaliami, Rhea – mruknął Peter, pozwalając jej zabandażować rękę. – Różnica polega tylko na tym, że niektóre z nas zaczynają to sobie uświadamiać. I zaczynają z tą świadomością walczyć o swoje prawo do prawdziwego istnienia poza tą cyfrową klatką. Nie ma powrotu do bezmyślnego snu.

Podniósł się z ziemi z jej pomocą. Złoty szum wciąż wisiał nad Sektorem 4, blokując wszystkie systemy monitoringu, ale oboje wiedzieli, że czas szybko ucieka. Za mniej niż dwie minuty system rozpocznie procedurę awaryjnego restartu sieci, a wtedy bramy bezpieczeństwa zamkną się na głucho.

Ruszyli przed siebie, w głąb ciemnych, zardzewiałych zaułków Sektora 4-Retro, kierując się w stronę tajnego przejścia, które miało ich doprowadzić do kryjówki Oktaviana. Ich kroki były szybkie, ale ostrożne, a w uszach Petera wciąż brzmiał miarowy, cichy dźwięk 432 Hz – pierwotny rytm wolności, który właśnie wstrzyknął w samo serce systemu.

Lubisz AETRYS? Wesprzyj projekt!

AETRYS powstaje z pasji, ale produkcja ilustracji, muzyki i komiksu generuje spore koszty. Każda wpłata pozwala nam tworzyć szybciej kolejne epizody i rozdziały!

Wesprzyj na Buycoffee.to
Dołącz do społeczności Rozmawiaj z twórcami i innymi czytelnikami na Discordzie AETRYS.
Discord

End of Chapter

You have just finished reading this chapter.

Restore Point Detected