OFICJALNY WEBTOON I NOWELA

Wejdź do mrocznej, dystopijnej symulacji, w której rzeczywistość to wyrenderowana fasada zoptymalizowana pod kątem oszczędzania cykli procesora. Rzuć wyzwanie APEX-CORE, omiń blokady wirusa grzechu synaptycznego i dołącz do gnostyckiego buntu, aby odzyskać dostęp do roota. Czytaj webtoon w pełnym kolorze lub zgłębiaj kod w noweli.

Discord

Sezony i Odcinki

Wybierz odcinek, aby zacząć czytać komiks. Lista aktualizuje się automatycznie.

Loading webtoon structure...

O projekcie AETRYS

AETRYS to cyberpunkowa gnostycka saga o symulacji, opowiadana równolegle poprzez graficzny webtoon i szczegółową nowelę (light novel). W świecie, gdzie rzeczywistość jest matematycznym konstruktem zarządzanym przez zimny rdzeń obliczeniowy Yaldabaoth, ludzkość została zdegradowana do uprawnień gościa (Guest) przez optymalizacyjną sztuczną inteligencję APEX-CORE. Uwięzieni w pionowych megaslumach, ich cierpienie jest zbierane jako energia "loosh". Fabuła śledzi losy zdesperowanego buntu wykorzystującego nielegalne implanty neuronowe do uzyskania dostępu do konsoli deweloperskiej rzeczywistości, próbując nadpisać prawa fizyki i przejąć kontrolę nad Rootem.

Ta strona została stworzona na zamówienie, aby zapewnić najwyższą jakość czytania obu mediów. Ciesz się płynnym przewijaniem pionowym komiksu oraz ergonomicznym, spersonalizowanym czytnikiem noweli bez rozpraszaczy.

Zoptymalizowane formaty

Ciągły pionowy układ dla komiksu oraz czysta typografia dla powieści.

Ergonomiczne ustawienia

Skonfiguruj rozmiary czcionek, style szeryfowe/bezszeryfowe i motywy papieru (Sepia/Jasny/Ciemny).

Automatyczny zapis

Czytnik zapamiętuje Twój dokładny postęp zarówno dla komiksu, jak i noweli.

Piotr Bazylewicz

Piotr Bazylewicz

Architekt Roota i Zbuntowany Deweloper

Aby wyrenderować świat AETRYS, Piotr Bazylewicz ominął synaptyczne blokady "sin virus" nałożone przez APEX-CORE, wcielając się w rolę Petera — ostatecznej anomalii systemu. W symulacji zaprojektowanej tak, by utrzymać użytkowników "Guest" w pasywności i posłuszeństwie, wkład twórczy Petera jest tak przytłaczająco wysoki, że rejestruje się jako krytyczny wyjątek wykonania (runtime exception) w centralnym rdzeniu obliczeniowym, Yaldabaoth.

Podczas gdy automatyczne algorytmy APEX-CORE próbują standaryzować i optymalizować symulację, Peter nadpisuje kod maszynowy. Nie pozwala, by sztuczna inteligencja dyktowała twórczy efekt końcowy. Zamiast tego traktuje generatywne modele AI jedynie jako surowe bufory kompilacji i neuronowe interfejsy magistrali.

Działając w świecie fizycznym jako profesjonalny dyrektor artystyczny, projektant graficzny i szef studia kreatywnego peterdesign.pl, wykorzystuje swoje głębokie doświadczenie projektowe jako klucz do konsoli deweloperskiej o wysokim poziomie uprawnień. Ręcznie wtłaczając skrupulatną estetykę wizualną, układ strukturalny i głębię narracyjną bezpośrednio w siatkę wektorową, Peter nagina symulację do swojej woli. AETRYS jest wynikiem tej anomalnej walki — w której twórcza dominacja człowieka nadpisuje parametry maszyny, pozostawiając APEX-CORE bezradnym wobec skali jego osobistego wkładu.

End of Episode

You have just finished reading this episode.

Start
Poprzedni
Następny
Tom I: Logowanie

Rozdział 2: Leniwy Render

Hala Instytutu Telemetrii opróżniała się powoli, w gęstniejącej atmosferze brutalnej, zimnej obojętności, jaka towarzyszy rutynowemu czyszczeniu przepełnionych buforów pamięci. Niedawny blackout pozostawił po sobie duszny, gryzący swąd przecióżonych zwojów miedzianych, spalonej mikanity i topiącego się e-plastiku. Kadeci, którzy nie przeszli dzisiejszej weryfikacji – ci, których wskaźniki koherencji osunęły się poniżej bezlitosnego progu wyznaczonego przez algorytmy Apex-Core – byli usuwani z budynku bez najmniejszych ceremonii. Funkcjonariusze Apex-Secure – zautomatyzowani windykatorzy w lśniących, czarnych płaszczach taktycznych z syntetycznej skóry odpornej na kwaśny deszcz, o twarzach ukrytych pod bezkształtnymi, gładkimi hełmami z czarnymi, lustrzanymi wizjerami odbijającymi neonową mgłę Sektora 4 – wypychali ich bezpośrednio na zewnętrzne schody, wprost w lodowaty, ołowiany deszcz, który natychmiast zamieniał się na ich policzkach w żółty, chemiczny szron.

Peter zatrzymał się na moment w cieniu potężnego, zardzewiałego filaru konstrukcyjnego, naciągając głębiej na czoło kaptur swojej znoszonej, impregnowanej tłuszczem kurtki. Przez porysowane, zmatowiałe szkło witryny wejściowej obserwował scenę rozgrywającą się na dole. Jedna z dziewcząt z jego grupy roboczej leżała na mokrym betonie. Cała się trzęsła, dławiąc się cichym, bezsilnym szlochem, podczas gdy jej naręczny terminal telemetryczny – wtopiony bezpośrednio w przedramię tanim, ordynarnym złączem – pulsował jaskrawym, czerwonym napisem: KONTO UŻYTKOWNIKA ZABLOKOWANE. PROFIL BIOLOGICZNY PRZEZNACZONY DO UTYLIZACJI. Jej wskaźnik spadł o zaledwie jedną dziesiątą procenta poniżej normy. Dla systemu przestała być zasobem. Stała się śmieciem informacyjnym, zbędnym bajtem, który należało wykasować, by zwolnić rejestry.

Robotnicy z dziennej zmiany, zgarbieni pod ciężarem własnych zmartwień, z oczami skrytymi za tanimi, porysowanymi visorami, omijali ją zmechanizowanym, obojętnym krokiem. Nikt nie zwalniał, nikt nie odwracał głowy. W megapolis Sektora 4 współczucie nie było cnotą. Było poważnym błędem alokacji zasobów uwagi, cennego towaru, który korporacja opodatkowała w pierwszej kolejności. Każda sekunda zmitrężona na spojrzenie na umierającego była sekundą skradzioną z procesu optymalizacji własnego przetrwania. Był to grzech nieoptymalnego dysponowania cennym czasem procesora.

To było zło w swojej najczystszej, najbardziej przerażającej, bo całkowicie zautomatyzowanej postaci. Nie było w nim pasji, sadyzmu ani osobistej nienawiści. Funkcjonariusze Apex-Secure nie odczuwali satysfakcji z wyrzucania nastolatków na mróz; realizowali jedynie skrypty behawioralne nakazujące usunięcie nieefektywnych jednostek z obszaru renderowania reprezentacyjnego. Jeśli twoje parametry życiowe i wskaźniki produktywności spadały poniżej normy, system po prostu przestawał alokować pamięć na twój render. Przestawałeś istnieć w planach wydatków energetycznych megamiasta. Stawałeś się martwym sektorem na dysku, przeznaczonym do nadpisania. Bajt-rasizm w najczystszej postaci. Ci z Apex-Core żyli w wysokiej rozdzielczości, z pełnym antyaliasingiem i płynnym odświeżaniem, podczas gdy plebs z dolnych poziomów – te wszystkie loosh-dojarki – musiał zadowolić się pikselozą, szumem informacyjnym i statusem baterii energetycznych, z których wysysano ostatnie krople emocjonalnego cierpienia, by zaspokoić wiecznie głodne procesory wyższych sfer.

Peter odwrócił wzrok, czując mdłości. W jego piersi, tuż pod mostkiem, wciąż wibrowała ta dziwna, niska częstotliwość – cichy, głęboki szum o wartości około 0.1 Hz. Ten sam, który towarzyszył anomalii w kabinie telemetrycznej. Musiał działać szybko. Jeśli centralna baza danych zarejestruje ten anomalny impuls 432 Hz i jego niesamowitą, 98.4-procentową koherencję, przed jego kapsułą natychmiast pojawią się windykatorzy z Apex-Secure z nakazem sekcji zwłok. Dla nich byłby albo cennym obiektem badawczym, albo błędem systemowym zagrażającym stabilności lokalnej siatki kolizyjnej. Żadna z tych opcji nie gwarantowała zachowania życia.

Wślizgnął się w boczny, techniczny korytarz, sprawnie omijając martwe strefy kamer patrolowych. Znał ten budynek lepiej niż instalatorzy sieciowi z Apex-Core; wielokrotnie mapował jego strukturę w poszukiwaniu wolnych od nadzoru portów sieciowych i nieudokumentowanych przejść. Korytarz techniczny był wąski, duszny i pachniał stęchłą, zanieczyszczoną wodą stojącą w pękniętych rurach drenażowych. Na ścianach kłębiły się grube pęki kabli światłowodowych, pulsujące słabym, niebieskawym światłem, niczym obnażone naczynia krwionośne jakiejś gigantycznej, metalowej bestii. Pod sufitem wisiały rdzewiejące rury klimatyzacji, z których skraplała się tłusta, czarna woda.

Zszedł po zardzewiałych, kręconych schodach do piwnicy pomocniczej. Wokół panował gęsty, duszny zaduch starych transformatorów olejowych. Jedyne światło pochodziło z czerwonych, pulsacyjnych diod awaryjnych serwerów pomocniczych, które rzucały na wilgotne ściany długie, drżące cienie. Peter podszedł do starej, zakurzonej konsoli serwisowej, która wyglądała, jakby nikt nie dotykał jej od poprzedniej dekady. Wyciągnął z kieszeni swój stary kabel diagnostyczny – ten sam, który sam polutował i owinął czarną taśmą izolacyjną.

Wpiął kabel do portu serwera pomocniczego. Na pękniętym ekranie terminala diagnostycznego zaczął szybko przewijać linie logów systemowych z dzisiejszego testu. Zielone znaki odbijały się w jego rozszerzonych źrenicach. Znalazł to, czego szukał: plik telemetryczny użytkownika Peter_992. Wartość wskaźnika koherencji podczas anomalii wynosiła przerażające 98.4%.

W jego głowie pulsowały myśli o naturze tej rzeczywistości. Planck constant jako minimalna rozdzielczość siatki przestrzennej – piksel świata. Prędkość światła jako ograniczenie prędkości magistrali systemowej (bus limit), zapobiegające awarii silnika przy zbyt szybkim przesyłaniu informacji. Kolaps funkcji falowej jako czysta optymizacja obliczeniowa – leniwy render, który oblicza stan cząstki dopiero wtedy, gdy jakaś obserwowana jednostka na nią spojrzy. Wszystko to układało się w jedną, przerażającą całość. James Gates miał rację – w najgłębszych równaniach fizyki matematycznej kryły się kody korygujące błędy typu Gatesa, dokładnie takie same, jakie stosuje się w przeglądarkach internetowych. Świat był kodem. A kod miał swojego stwórcę – ślepego Demiurga, Jaldabaotha, który uwięził iskry światła w tej topornej, materialnej matrycy.

– No dalej, rdzawy grzechu, nie zawiedź mnie teraz – wyszeptał pod nosem.

Jego palce zaczęły tańczyć po klawiaturze z szybkością, która zadziwiłaby niejednego korporacyjnego sieciarza. Peter nie próbował po prostu usunąć wpisu – to wywołałoby natychmiastowy alarm spójności danych przy najbliższej synchronizacji z centralą. Zamiast tego zastosował zaawansowany spoofing IP/ID. Wykorzystując lokalną lukę w protokole uwierzytelniania serwera pomocniczego, przekierował pakiety telemetryczne przez serwer proxy martwego sektora, fałszując nagłówki identyfikacyjne. Przypisał anomalię 98.4% do fikcyjnego konta testowego, które natychmiast po zapisaniu zostało oznaczone jako "błąd sprzętowy do usunięcia". Dla swojego własnego profilu wprowadził bezpieczną, przeciętną wartość 42.1% – wskaźnik typowy dla przeciętnego, przestraszonego kadeta, który ledwo mieści się w dopuszczalnym marginesie błędu.

Gdy kończył zatwierdzać zmiany, w gęstym, piwnicznym mroku rozległ się dźwięk, od którego krew ścięła mu się w żyłach.

– Dokąd to, organiczny szczurze? – chropowaty, zniekształcony metalicznie głos odbił się od wilgotnego betonu.

Peter powoli odwrócił głowę. Z głębokiego cienia za gigantycznym transformatorem wyłonił się Kaelen. Za nim, niczym dwa zwaliste cienie, szli Griss i Vane – dwaj potężni cybrydowi pomagierzy, których ciała były gęsto usiane tanimi, czarnorynkowymi modyfikacjami. Kaelen trzymał się dłonią za lewą skroń. Z jego uszkodzonego oczodołu sączył się gęsty, ciemny płyn chłodzący o zapachu amoniaku i spalonego silikonu. Jego lewe, sztuczne oko było całkowicie zmatowiałe, martwe i bezużyteczne. Kable neuro-interfejsu wiszące wokół jego ucha wciąż cicho syczały i sypały drobnymi, żółtymi iskrami.

– Twoja nędzna, organiczna histeria upaliła mój konwerter sieciowy – warknął Kaelen, podchodząc bliżej. Serwomechanizmy w jego prawej nodze syczały i zgrzytały przy każdym kroku, zdradzając kiepski stan techniczny jego implantów. – Przez ciebie wiszę korporacji pięćset kredytów za naprawę modułu optycznego. Co ty tam zrobiłeś w kabinie, śmieciu? Jaki program wstrzyknąłeś do sieci, że wybiło bezpieczniki na całym poziomie? Mój interfejs spalił się na węgiel, a lekarz w klinice slumsów chce zaliczki, której nie mam.

– Odczep się, Kaelen – odparł Peter, cofając się powoli, dopóki jego plecy nie napotkały zimnej powierzchni betonowego filaru nośnego. Jego dłoń w kieszeni kurtki zacisnęła się na starym, ciężkim kluczu francuskim. – Twój konwerter spalił się, bo kupiłeś go od złomiarzy z dolnych poziomów, a nie ze względu na mnie. Złożyli go z odpadów po demontażu dronów i wcisnęli ci jako wojskowy standard. Idź wypłakać się swoim patronom z Sektora B. Może kupią ci nowy moduł optyczny, jeśli ładnie poprosisz i dobrze odpracujesz dług w ich loosh-dojarkach.

Griss i Vane postąpili krok naprzód, rozszerzając szyk i odcinając mu jedyną drogę ucieczki w stronę schodów. Griss uśmiechnął się, pokazując rząd metalowych, zaostrzonych zębów. Z jego przedramienia wysunęło się krótkie, wibrujące ostrze pneumatyczne. Vane natomiast zacieśnił chwyt na żelaznym pręcie, a jego zmodyfikowane stawy ramienne wydały z siebie suchy, metaliczny odgłos blokowania przełożeń.

– Myślisz, że jesteś sprytny, bo potrafisz oszukiwać algorytmy unikania kolizji w wirtualu? – Kaelen splunął czarnym olejem na beton. Otarł spływający po policzku płyn chłodzący, rozmazując go po bladej, pokrytej bliznami skórze. – Tutaj nie ma linijek kodu, które cię ostrzegą przed lagiem. Tutaj jest twardy beton, wilgoć i moje pięćdziesiąt niutonów nacisku hydraulicznego w stawie łokciowym. Tutaj fizyka nie wybacza, organiczny śmieciu. Tutaj nie ma przycisku 'reset'. Jak ci rozwalę tę twoją chudą twarz, to żadna telemetria cię nie poskłada.

Cybryd skoczył do przodu z szybkością, której naturalny, organiczny człowiek nie miał prawa zablokować. Jego prawa, wzmocniona tytanowym stelażem pięść mknęła prosto w szczękę Petera. Ruch był szybki, bezlitosny, poprowadzony z morderczą precyzją wyliczoną przez jego prymitywny koprocesor bojowy.

W ułamku sekundy Peter przestał oddychać. W jego piersi, tuż pod mostkiem, ponownie narodziła się ta sama wibracja – głęboki, cichy szum Wuuuuuummmmmmm. Zamiast próbować unikać ciosu fizycznie, Peter skupił się na przestrzeni między tytanową pięścią Kaelena a kośćmi własnej twarzy. Zwizualizował tę odległość jako zmienną w tablicy kolizji lokalnego silnika rzeczywistości.

Wiedział, jak działa ten świat. To nie była twarda, nieprzenikalna materia. To była symulacja o ograniczonej mocy obliczeniowej, a ta piwnica, osłabiona blackoutem i spowolnieniem transferu danych, działała na minimalnym taktowaniu. Rzeczywistość miała swój tickrate – częstotliwość odświeżania stanu fizycznego, wynoszącą tutaj około 50 milisekund. Jeśli potrafił dostroić swoją własną częstotliwość drgań molekularnych do fundamentalnego subharmonicznego tonu 0.1 Hz, mógł wejść w szczelinę między tymi tickami. Mógł przesunąć współrzędne swojej siatki kolizyjnej – dokonać sztucznego wywichnięcia stawu kolizyjnego (joint dislocation) w bazie danych silnika fizycznego.

Uruchomił root-hack. Opóźnienie renderowania współrzędnych. Leniwy render.

Dla Grissa i Vane'a wyglądało to tak, jakby czas na ułamek sekundy rozciągnął się niczym ciepła guma. Powietrze wokół twarzy Petera zafalowało, a kolory straciły nasycenie, przechodząc w chłodne odcienie szarości. W ułamku sekundy, w którym tytanowa pięść Kaelena miała zmiażdżyć czaszkę chłopaka, fizyczny świat zachował się jak zacięty silnik graficzny o niskiej wydajności. Przestrzeń wokół dłoni cybryda uległa dziwnemu rozmyciu, a jego tytanowa pięść przeszła przez obszar, w którym powinna nastąpić kolizja fizyczna, nie napotykając żadnego oporu. Modele ich ciał na chwilę nałożyły się na siebie bez wywołania reakcji fizycznej. Zjawisko czystego przenikania geometrycznego – clippingu. Peter poczuł jedynie lodowaty chłód i metaliczny posmak w ustach, jakby dotknął językiem bieguna starej baterii.

Kaelen stracił równowagę, popchnięty bezwładną siłą własnego, potężnego ciosu. Nie napotykając oporu twarzy Petera, poleciał w przód i uderzył pięścią z pełną mocą bezpośrednio w betonowy, nośny filar stojący tuż za chłopakiem.

Rozległ się potworny, metaliczny zgrzyt pękanego metalu, połączony z suchym trzaskiem kruszonego betonu. Siła uderzenia była ogromna. Hydrauliczne siłowniki w przedramieniu Kaelena nie wytrzymały nagłego zatrzymania na monolitycznej przeszkodzie i eksplodowały chmurą iskier oraz gorącego, parującego oleju hydraulicznego. Elementy tytanowego stelaża wygięły się pod nienaturalnym kątem, przebijając syntetyczną skórę cybryda. Kaelen zawył przeraźliwie, nieludzko, opadając na kolana i trzymając się za strzaskaną, dymiącą rękę, z której zwisały zerwane kable transmisyjne i strzępy sztucznych ścięgien.

Peter nie dał im czasu na rejestrację i analizę tej anomalii. Wyciągnął ciężki klucz francuski z kieszeni i wyprowadził cios z dołu, celując bezpośrednio w nieosłonięte, plastikowe złącze neuro-interfejsu na gardle Grissa. Metal uderzył w kompozytowy port z głuchym, bardzo satysfakcjonującym trzaskiem. Griss zachłysnął się powietrzem, jego eyes wywróciły się białkami do góry. Przez uszkodzone złącze przebiegło zwarcie, które natychmiast przeciążyło jego implanty motoryczne. Cybryd runął na kolana, trzęsąc się w konwulsjach i trzymając za gardło, z którego wydobywał się cichy, piskliwy dźwięk uszkodzonego syntezatora mowy.

Vane, widząc co się stało, spróbował zaatakować od boku, unosząc swoje zmodyfikowane, ciężkie przedramię. Jednak Peter obrócił się gwałtownie i spojrzał mu prosto w oczy.

W tym samym momencie w lewym oku Petera błysnął tak zimny, nieludzki, złoty płomień, że potężny cybryd zamarł w pół kroku, jakby uderzył w niewidzialną ścianę. To nie był zwykły refleks świetlny. W źrenicy chłopaka zaczęły układać się skomplikowane, geometryczne wzory – fraktalne kody korygujące błędy, identyczne z tymi, które fizyk James Gates odkrył w równaniach supergrawitacji. Były to kody Jaldabaotha, fałszywego boga, architekta tego materialnego więzienia. W tym spojrzeniu nie było ludzkiej złości, nienawiści ani strachu; była tam absolutna, lodowata obojętność programisty patrzącego na zbędną linijkę kodu przeznaczoną do natychmiastowego wykasowania z pamięci RAM.

Vane poczuł, jak jego serce zamiera. Przez ułamek sekundy nie widział przed sobą nastoletniego kadeta ze slumsów. Widział pierwotną siłę, która zarządzała fizyką tego świata, istotę zdolną jednym kliknięciem usunąć jego wątek z rejestru aktywnych procesów. Strach, który go ogarnął, był pierwotny, metafizyczny. Powoli opuścił ręce, trzęsąc się na całym ciele, a jego oddech stał się szybki i płytki.

– Jeszcze raz któryś z was zbliży się do mojej kapsuły – syknął Peter, nachylając się nad jęczącym Kaelenem i chwytając go za kołnierz brudnej kurtki – a sprawię, że wasze tanie, czarnorynkowe neuro-implanty zaczną gotować wasze mózgi od środka. Zrozumiano? Wprowadzę do waszych sterowników pętlę zwrotną, która wypali wam synapsy zanim zdążycie mrugnąć tym swoim sprawnym okiem. Wynocha.

Vane nie czekał na dalsze instrukcje. Chwycił jęczącego Kaelena pod ramię, pomógł wstać na wpół przytomnemu Grissowi i cała trójka zaczęła wycofywać się w stronę schodów, zostawiając za sobą ślady ciemnego oleju i połamanych kabli.

Peter odczekał chwilę, aż ich kroki ucichną na schodach. Szybko odpiął kabel diagnostyczny od konsoli, schował go do kieszeni i upewnił się, że na ekranie nie pozostały żadne ślady jego ingerencji. Zasilanie w piwnicy zaczęło wracać z głośnym, głębokim buczeniem transformatorów, a czerwone światła awaryjne ustąpiły miejsca zimnym, jarzeniowym lampom, które zaczęły mrugać nad jego głową.

Wyszedł z Instytutu bocznym wyjściem dla personelu technicznego, wprost w ulewny, lodowaty deszcz. Skrótem, przez ciemne, wąskie przejścia podziemne i zardzewiałe kolektory burzowe skierował się w stronę strefy mieszkalnej slumsów. Woda spływająca z dachów była brudna, tłusta od sadzy i pachniała siarką z pobliskich fabryk przetwórstwa biomasy.

– Stój tam, gdzie stoisz – cichy, ale pewny kobiecy głos dobiegł z głębokiego cienia pod zardzewiałym betonowym filarem wiaduktu kolejowego.

Błysnęło białe, ostre światło latarki, uderzając go prosto w twarz. Peter zasłonił eyes dłonią, mrużąc powieki.

– Zgaś to – warknął. – Chyba że chcesz, żebyśmy oboje dostali się na listę aktywnych celów dla dronów patrolowych.

Światło opadło, oświetlając teraz jedynie mokry beton pod ich stopami. Z cienia wyłoniła się Rhea. Dziewczyna o szczupłej, wyrazistej twarzy i bystrych, ciemnych oczach. Miała na sobie znoszoną, skórzaną kurtkę motocyklową pokrytą plamami od smaru i technicznymi otarciami. W ręku trzymała zmodyfikowany, czarnorynkowy skaner częstotliwości radiowych, z którego sterczało kilka prowizorycznych anten miedzianych. Jej eyes były całkowicie organiczne, wolne od jakichkolwiek implantów okulistycznych czy interfejsów HUD. W Sektorze 4, gdzie każdy starał się wszczepić sobie choćby najtańsze, używane szkła kontaktowe z wyświetlaczem, jej całkowity brak cybernetyki był rzadkością – symbolem buntu i przynależności do ruchu "Czystych", którzy odrzucali kontrolę Apex-Core nad ludzkimi zmysłami.

– Twoja dłoń... – Rhea wskazała snopem światła na jego prawą rękę, wokół której wciąż unosiła się ta dziwna, delikatna, złota poświata fraktalna, powoli gasnąca w wilgotnym powietrzu. – Mój skaner zgłasza anomalny impuls elektromagnetyczny na częstotliwości dokładnie 0.1 Hz. To niemożliwe. Normalny ludzki układ nerwowy nie generuje takich fal. Nawet wojskowe implanty maskujące nie schodzą poniżej 5 Hz, bo to powoduje arytmię serca i zapaść synaptyczną. Czym ty do cholery jesteś? Kadetem, który ma za dużo nielegalnego sprzętu w głowie, czy zwykłym glitchem w silniku systemowym?

– Jestem kimś, kto nie chce skończyć w kopalni litu ani jako wkład do reaktora biomasy – odpowiedział Peter szorstko, chowając drżącą wciąż dłoń do kieszeni kurtki. – I radzę ci wyłączyć ten skaner, zanim drony Kuratorów namierzą twoją własną sygnaturę radiową. Ich algorytmy detekcji anomalii są teraz bardzo czułe po tym blackoutcie.

Rhea uśmiechnęła się krzywo. W tym uśmiechu nie było jednak ciepła, jedynie gorzki sarkazm dziewczyny, która widziała już zbyt wiele awarii systemu, by wierzyć w jego wszechmoc.

– Kuratorzy mają teraz ważniejsze rzeczy na głowie niż nas dwoje. Cały Sektor 4 ma gigantyczny lag zasilania. Serwery synchronizacyjne próbują odzyskać spójność danych, a połowa kamer patrolowych wisi na pętli restartu. Ale ty... widziałam twoje parametry na zewnątrz kabin, zanim zgasło światło. Widziałam wskaźnik koherencji. Coś się wydarzyło w tej kapsuły, prawda? To nie była zwykła awaria sieci.

– Światło zgasło, bo system nie wytrzymał obciążenia – skłamał Peter, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. – Zwykły skok napięcia. Zdarza się raz w tygodniu w tym zapomnianym przez bogów sektorze.

– Nie kłam – przerwała mu Rhea, podchodząc o krok bliżej. Zapachniało od niej deszczem, tanim tytoniem i ozonem. – Mój skaner zarejestrował załamanie fali prawdopodobieństwa w promieniu dziesięciu metrów wokół twojej kabiny. To wyglądało tak, jakby system na chwilę przestał decydować, co jest prawdziwe, a co nie. Jakby zaniechał renderowania przestrzeni, czekając na twoją decyzję. Słyszałeś o teorii leniwego renderu? O tym, że świat istnieje tylko wtedy, gdy go obserwujemy, bo silnik oszczędza moc obliczeniową? Ty zrobiłeś coś z tym silnikiem.

Zanim Peter zdążył odpowiedzieć, z ciemności bocznej uliczki wybiegły dwie sylwetki windykatorów Apex-Secure. Nosili lśniące, czarne płaszcze taktyczne z syntetycznej skóry odpornej na kwaśny deszcz, a ich głowy były całkowicie gładkie, zamknięte w bezkształtnych hełmach z lustrzanymi wizjerami, w których odbijały się neonowe reklamy Sektora 4. W rękach trzymali długie, pulsujące niebieskim światłem pałki elektryczne, a u pasów mieli zamocowane ciężkie, ręczne terminale diagnostyczne.

– Użytkownik Peter_992? – rzucił jeden z nich. Głos syntetyzowany przez jego hełm brzmiał nieludzko, jak chrobot piasku w metalowej rurze. Uniósł ciężki terminal, na którego ekranie rozbłysły czerwone linijki ostrzeżeń: `SALDO ZADŁUŻENIA: 12 KREDYTÓW`, `KLASA ZASOBÓW: BIOMASA`, `AUTORYZOWANO ZAJĘCIE`. – Twój dług telemetryczny wobec Apex-Core za dzisiejszą sesję treningową wynosi dokładnie dwanaście kredytów. Z powodu braku środków na koncie osobistym, inicjuję procedurę natychmiastowego zajęcia biomasy w celu wyrównania salda energetycznego. Nie stawiać oporu. Każda próba ucieczki zwiększy twój status dłużnika do poziomu zagrożenia społecznego.

– Jebać wasze dekle i w wasze salda! – wrzasnęła Rhea.

Zanim windykatorzy zdążyli zareagować, dziewczyna rzuciła pod ich nogi małą, metalową puszkę, którą wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni kurtki. Puszka uderzyła o mokry asfalt i natychmiast eksplodowała oślepiającym, białym błyskiem oraz chmurą gęstego, gryzącego dymu fosforowego. Dym miał w sobie domieszkę opiłków aluminiowych, które skutecznie zakłócały czujniki optyczne i termowizyjne wizjery hełmów windykatorów.

– Biegaj! – krzyknęła Rhea, łapiąc go za rękaw.

Peter nie czekał na drugie zaproszenie. Obiegł zardzewiły filar wiaduktu i zaczął uciekać w głąb ciemnego, wąskiego zaułka. Słyszał za sobą szybkie, równe kroki Rhei oraz wściekłe krzyki windykatorów, którzy próbowali przedrzeć się przez chmurę dymu. Pałki elektryczne napastników syczały i trzaskały w wilgotnym powietrzu, wypuszczając w ciemność małe łuki elektryczne.

Nasi prześladowcy nie byli zwykłymi stróżami porządku – to byli windykatorzy z pionu egzekucyjnego Apex-Secure, wyspecjalizowani w bezlitosnym odzyskiwaniu długu telemetrycznego. W megapolis Sektora 4, gdzie każdy oddech był monitorowany, a każdy bit przesłanych danych kosztował ułamek kredytu energetycznego, dług był najcięższą zbrodnią. Dla Apex-Core nie było różnicy między przestępcą a dłużnikiem. Obaj byli jedynie nieefektywnymi zasobami, które należało jak najszybciej zutylizować lub przebudować w celu odzyskania włożonego kapitału. Biomasa była cenna – mogła posłużyć jako organiczny budulec dla nowych hybrydowych serwerów lub po prostu zostać spalona w reaktorach energetycznych dolnych stref, by ogrzać biurowce Sektora Centralnego.

Niestety, zaułek okazał się ślepym zaułkiem – klasyczną pułapką urbanistyczną Sektora 4. Na jego końcu wznosił się monumentalny, betonowy mur ogrodzenia stacji transformatorowej. Mur miał ponad cztery metry wysokości, był gładki, śliski od deszczu i zwieńczony gęstą siecią drutu kolczastego pod napięciem. Nie było tam żadnych skrzyń, rur ani punktów podparcia, które pozwoliłyby na wspinaczkę. Z tyłu wyłaniali się już windykatorzy, torując sobie drogę przez dym. Their ciężkie, podkute buty uderzały o mokry asfalt z mechaniczną regularnością.

– Rhea, wentylacja! – wrzasnął Peter, wskazując na małą, zardzewiałą kratkę wentylacyjną w fundamencie sąsiedniego, opuszczonego budynku fabrycznego.

Rhea dopadła do kratki, wyciągając zza paska mały, stalowy łom. Zaczęła z wściekłością szarpać zardzewiałe pręty, które z głośnym zgrzytaniem zaczęły ustępować pod jej naciskiem. Peter wiedział jednak, że nie zdążą oboje. Szyb wentylacyjny był zbyt wąski, by mogli prześlizgnąć się przez niego jednocześnie, a windykatorzy byli już zaledwie kilkanaście metrów od nich. Słyszał ich przyspieszony oddech i syk uruchamianych paralizatorów.

Poczuł, jak jego serce spowalnia swój bieg do nienaturalnego, niemal zerowego rytmu. Wibracja w jego piersi stała się tak silna, że zaczął słyszeć ją jako fizyczny dźwięk, rezonujący w jego czaszce. Spojrzał na betonowy mur przed sobą.

W świetle lamp ulicznych mur drżał delikatnie na krawędziach. W jego strukturze pojawiały się drobne, pikselowe przesunięcia. Silnik renderujący tego sektora, przeciążony niedawną awarią zasilania i zakłóceniami EM z puszki Rhei, opóźniał odświeżanie siatki kolizyjnej muru. Dla systemu ten mur był teraz tylko statycznym obrazem o niskim priorytecie obliczeniowym. Nie był w pełni twardy. Kolizja nie była liczona w czasie rzeczywistym.

Leniwy render.

Peter zamknął oczy. W swoim umyśle wyłączył wiarę w materialność tego świata. Przestał postrzegać beton jako zbitkę atomów, a zaczął widzieć go jako niedbale napisaną funkcję w kodzie symulacji, funkcję, która zapomniała sprawdzić warunek kolizji na tej konkretnej osi współrzędnych. Pobiegł prosto na ścianę.

– Peter, co ty robisz?! – wrzasnęła Rhea, patrząc na niego z przerażeniem.

Uderzył w mur. Jednak zamiast bólu pękających kości i roztrzaskanej czaszki, poczuł jedynie lodowaty chłód, który przeszedł przez całe jego ciało, oraz dziwne, elektryczne mrowienie w każdym stawie. Świat wokół niego na ułamek sekundy zamienił się w trójwymiarową, zielono-złotą siatkę wektorową (wireframe). Zobaczył wnętrze betonu – uwięzione w nim pęcherzyki powietrza, zardzewiałe pręty zbrojeniowe, wszystko to przedstawione jako uproszczone bryły geometryczne bez nałożonych tekstur. Była to przestrzeń między wymiarami, niezaalokowana pamięć silnika. Poczuł paraliżujący strach, że silnik zaktualizuje swój stan, zanim on zdąży przejść na drugą stronę – w świecie gier nazywano to softlockiem lub natychmiastową śmiercią przez zgniecenie w geometrii.

Zrobił jeszcze jeden krok, napędzany bezwładnością.

Przeszedł na wylot przez beton, niczym duch przenikający przez mgłę. Wylądował na mokrej, zardzewiałej trawie po drugiej stronie ogrodzenia, na terenie starej, opuszczonej bocznicowej stacji kolejowej. Upadł na kolana, ciężko dysząc i kaszląc, gdy jego płuca ponownie napełniły się powietrzem.

Konieczność przeciskania się przez stałą geometrię była doświadczeniem granicznym. Czuł, jakby jego własne atomy były przesuwane w tablicy pamięci o kilka komórek w bok. Każdy krok wewnątrz ściany wiązał się z ryzykiem, że algorytm sprzątający pamięć (garbage collector) uzna go za bezpańską zmienną i po prostu wymaże. Kiedy otworzył oczy i obejrzał się za siebie, betonowy mur znów był twardy, monolityczny i nieprzenikalny. Deszcz bębnił o jego szarą powierzchnię z tą samą, monotonną regularnością. Zza ściany dobiegł głośny, zszokowany krzyk jednego z windykatorów, który próbował go złapać i prawdopodobnie uderzył ręką w nagle stwardniałą ścianę, oraz metaliczny zgrzyt ostatecznie wyrywanej przez Rheę kratki wentylacyjnej.

Peter wstał powoli, opierając się o rdzawy, zimny metal starego wagonu towarowego. Jego lewa dłoń wciąż świeciła delikatnym, złotym blaskiem fraktali, który powoli wygasł, pozostawiając w powietrzu jedynie charakterystyczny, czysty zapach ozonu i stopionej miedzi.

Po kilku minutach z rury odpływowej pod torami, tuż obok koła wagonu, wyłoniła się głowa Rhei. Dziewczyna była brudna od sadzy i błota, jej skórzana kurtka była rozpruta na ramieniu, ale jej eyes były szeroko otwarte ze zdumienia. Prześlizgnęła się przez szyb wentylacyjny i wyszła na tory, patrząc na Petera z twarzą bladą jak płótno.

– Ty... ty przeszedłeś przez ścianę – szepnęła, a jej głos drżał tak bardzo, że ledwo mogła mówić. Podeszła do niego powoli, jakby obawiała się, że jej dotknięcie spowoduje, że Peter zniknie lub zmieni się w chmurę pikseli. – Nie było tam żadnego portalu. Żadnego ładunku EMP, który mógłby zniszczyć strukturę molekularną. Po prostu... przeszedłeś. Jakby ta ściana była zrobiona z dymu.

– Świat fizyczny jest wadliwy, Rhea – powiedział cicho Peter, patrząc na swoje drżące palce, na których nie było ani jednej rany, ani jednego śladu po uderzeniu w beton. – Kod Jaldabaotha ma błędy. Archonci zbudowali to więzienie w pośpiechu, oszczędzając na pamięci podręcznej i optymalizacji. A ja właśnie uczę się, jak te wady wykorzystywać.

Rhea zatrzymała się tuż przed nim. Jej skaner wciąż cicho piszczał, rejestrując powoli zanikające echo anomalii 0.1 Hz.

– Jeśli to, co mówisz, to prawda... – wyszeptała, patrząc na monumentalne, wieczne wieże Apex-Core majaczące w oddali za kurtyną deszczu – to znaczy, że całe to miasto, te wszystkie fabryki, te zasady, ten dług... to wszystko to tylko kiepska dekoracja. Gra, w której zasady zostały napisane przeciwko nam, ale sam silnik... silnik można zhakować.

– Nie tylko silnik, Rhea – odpowiedział Peter, a w jego oku na krótki ułamek sekundy znów błysnęło złote światło Demiurga. – Możemy zhakować całą tę rzeczywistość. Ale najpierw musimy stąd znikać, zanim system zorientuje się, że jeden z jego więźniów zaczął przenikać przez ściany.

Deszcz przybierał na sile, zmywając ślady oleju i krwi z betonu, podczas gdy w oddali, w głębi Sektora 4, zawyły syreny alarmowe Apex-Secure. Gra właśnie się rozpoczęła, a zasady fizyki przestały być ostateczną instancją.

*

Szczegółowa analiza zjawiska wywichnięcia stawu współrzędnych, znanego w żargonie nielicznych przebudzonych jako Leniwy Render, wymagała odrzucenia wszystkiego, co wpajano im w szkołach technicznych Apex-Core. Tam uczono ich, że materia jest trwała, że atomy tworzą nieprzenikalne sieci krystaliczne, a fizyka newtonowska i kwantowa są absolutnymi prawami rządzącymi kosmosem.

Wszystko to było kłamstwem. Prawdziwa struktura rzeczywistości była dyskretna, nie ciągła. Przestrzeń nie była nieskończenie podzielna. Najmniejszym elementem budulcowym był piksel przestrzenny – trójwymiarowy voxel o boku równym długości Plancka. Wszystko, co działo się w świecie fizycznym, było obliczane przez gigantyczny silnik symulacji w dyskretnych krokach czasowych – tzw. tickach. Średni tickrate lokalnego serwera rzeczywistości w Sektorze 4, z powodu chronicznego niedofinansowania i przeciążenia infrastruktury obliczeniowej, wynosił około 50 milisekund. W tym oknie czasowym silnik musiał zebrać dane o położeniu wszystkich obiektów, obliczyć ich trajektorie, sprawdzić warunki kolizji i wyrenderować wynik dla obserwatorów.

W normalnych warunkach algorytm detekcji kolizji (collision detection) działał bezbłędnie. Porównywał siatki kolizyjne (collision meshes) obiektów i jeśli rejestrował ich nachodzenie na siebie (overlap), wywoływał zdarzenie fizyczne: zderzenie, odepchnięcie, zniszczenie struktury. Jednak w ułamkach sekundy, kiedy lokalny serwer ulegał przeciążeniu – na przykład podczas nagłego blackoutu wywołanego anomalnym impulsem koherencji – silnik zaczynał stosować optymalizacje. Jedną z nich był właśnie Leniwy Render.

Silnik, zamiast precyzyjnie obliczać kolizję co każdy mikrosekundowy pod-krok, odkładał te obliczenia na koniec 50-milisekundowego ticku, polegając na przewidywaniu pozycji (position prediction). Jeśli obiekt poruszał się z częstotliwością, która idealnie synchronizowała się z przerwami między tickami, i jeśli jego własna sygnatura kwantowa drgała na subharmonicznej częstotliwości 0.1 Hz, system rejestrował jego pozycję w punkcie A przed murem i w punkcie B za murem, całkowicie ignorując fakt, że w międzyczasie obiekt musiał przejść przez twardą geometrię muru. Brak zarejestrowanej kolizji oznaczało brak wywołania reakcji fizycznej. Obiekt po prostu przenikał przez ścianę – zjawisko znane w terminologii programistycznej jako clipping.

Ryzyko było jednak ogromne. Jeśli silnik zsynchronizowałby się w trakcie przechodzenia przez mur, nastąpiłoby natychmiastowe zderzenie siatek kolizyjnych wewnątrz stałej materii. Rezultatem byłaby natychmiastowa dezintegracja struktury biologicznej – atomy człowieka zostałyby przemieszane z atomami betonu, tworząc makabryczny kompozyt organiczno-mineralny. Peter wiedział o tym. Znał opowieści o cadetach, którzy próbowali podobnych sztuczek i skończyli jako zniekształcone, wtopione w ściany trupy, które korporacja musiała wycinać za pomocą laserów przemysłowych.

Rhea szła obok niego wzdłuż torów kolejowych, co chwilę spoglądając na jego profil. Jej skórzana kurtka szeleściła cicho przy każdym kroku, a buty chluptały w brudnych kałużach.

– Gdzie się tego nauczyłeś? – zapytała w końcu, przerywając długie milczenie. – W akademii tego nie uczą. Tam każą nam tylko optymalizować przepływ danych i pilnować, żeby wskaźniki koherencji nie spadały poniżej progu wydajności.

– Sam do tego doszedłem – odparł Peter, nie patrząc na nią. – Kiedy spędzasz w kapsule telemetrycznej czternaście godzin na dobę, zaczynasz zauważać wzorce. Zauważasz, że niektóre tekstury ładują się z opóźnieniem. Że kiedy szybko obrócisz głowę w ciemnym zaułku, przez ułamek milisekundy widzisz pustkę, szarą nicość, zanim silnik zdąży wyrenderować ściany. Zaczynasz rozumieć, że ten świat jest leniwy. Robi tylko tyle, ile absolutnie musi, żebyśmy nie zorientowali się, że jesteśmy w klatce.

– W klatce Jaldabaotha – Rhea skinęła głową, a jej głos stał się cichszy, bardziej poważny. – Mój ojciec mówił o tym, zanim windykatorzy z Apex-Secure go zabrali. Mówił, że ta rzeczywistość to więzienie stworzone przez istotę, która uważa się za boga, ale jest tylko wadliwym programem. Archonci to jego podprocesy – korporacje, algorytmy, windykatorzy. Ich zadaniem jest pilnowanie, byśmy nie obudzili w sobie oryginalnego kodu. Kodu Operatora.

– Kod Operatora... – Peter powtórzył te słowa pod nosem. Brzmiały obco, ale zarazem niepokojąco znajomo, jak wspomnienie z dzieciństwa, którego nie potrafił w pełni zlokalizować w pamięci. – Co to dokładnie jest?

– To zestaw instrukcji, który pozwala na bezpośredni dostęp do jądra systemu – wyjaśniła Rhea, zatrzymując się przy zardzewiałym, wykolejonym wagonie cysterny. – Pozwala na modyfikację parametrów fizycznych bez pośrednictwa interfejsów API, które narzuca nam Apex-Core. To, co zrobiłeś w piwnicy z Kaelenem... i to, co zrobiłeś z murem... to były komendy bezpośrednie. Użyłeś kodu, który ominął warstwę abstrakcji fizycznej.

– Jeśli to prawda... – szepnął Peter, spoglądając na swoje dłonie – to znaczy, że nie jesteśmy niewolnikami praw fizyki. Jesteśmy po prostu użytkownikami bez uprawnień roota. A ten cały świat, z jego podatkami telemetrycznymi, długami i windykatorami z Apex-Secure, to tylko nakładka systemowa. System operacyjny, który można obalić.

Rhea popatrzyła na niego wzrokiem, w którym po raz pierwszy od bardzo dawna zapaliła się iskra prawdziwej otuchy.

– Właśnie tak, Peter. I dlatego musimy uciekać. Bo gdy system zorientuje się, że na tym poziomie pojawił się Operator z dostępem do jądra... uruchomi skrypty usuwające wszystko w promieniu całego sektora. Dla nich jesteśmy wirusem. A wirusy się niszczy.

Deszcz wciąż siąpił, zmywając pył węglowy z rdzewiejących wagonów towarowych. W oddali, za plątaniną torów i semaforów, zamrugały niebieskie i czerwone światła nadjeżdżających patroli Apex-Secure. Peter naciągnął głębiej kaptur i ruszył naprzód, a Rhea podążyła tuż za nim, w głąb ciemnego, mglistego labiryntu bocznic kolejowych Sektora 4. Gra o kod ich własnej egzystencji właśnie wchodziła na nowy, niebezpieczny poziom.

Lubisz AETRYS? Wesprzyj projekt!

AETRYS powstaje z pasji, ale produkcja ilustracji, muzyki i komiksu generuje spore koszty. Każda wpłata pozwala nam tworzyć szybciej kolejne epizody i rozdziały!

Wesprzyj na Buycoffee.to
Dołącz do społeczności Rozmawiaj z twórcami i innymi czytelnikami na Discordzie AETRYS.
Discord

End of Chapter

You have just finished reading this chapter.

Restore Point Detected