Rozdział 6: Dzielenie przez Zero
Deszcz w Sektorze 4 nigdy nie przynosił oczyszczenia. Była to gęsta, kwaśna zawiesina, pachnąca siarką, popiołem i niedopalonym chłodziwem z reaktorów dolnego miasta, która zżerała lakier na zardzewiałych karoseriach i zostawiała bolesne, żółtawe pęcherze na skórze każdego, kto zapomniał naciągnąć na czoło zniszczonego kaptura. Wewnątrz dawnej hali montażowej turbin, gdzie Crucible 2038 dogorywało w blasku chwiejnych holograficznych projekcji, powietrze było jeszcze gorsze. Unosił się tu duszny, lepki zaduch, w którym mieszala się woń zjełczałego syntetycznego tłuszczu, dym z tanich skrętów z synt-tytoniu i pot kilkuset stłoczonych na galeriach ciał.
Finał turnieju w Głębi Bezdennej zgromadził wokół centralnego podium całą faunę miejskiego rynsztoka. Kadeci z Instytutu – gładko wygoleni chłopcy w lśniących kurtkach z logotypami korporacji, pachnący drogim mydłem i czystym krzemem – stali ramię w ramię z pospolitymi mętami z Pętli. Byli tu synapsiarze o twarzach pooranych bliznami po wszczepach, u których pod skórą na skroniach stale pulsowały tanie, wibrujące stymulatory kory, oraz loosh-dojarki. Te ostatnie, ubrane w brudne, obwisłe płaszcze, kręciły się w tłumie, trzymając w dłoniach elektrody i szklane fiolki indukcyjne. Polowały na darmową juchę strachu, ekscytacji i desperacji, którą mogłyby zassać z głośnego tłumu, skondensować i sprzedać na czarnym rynku sieciowym jako czysty, destylowany loosh – narkotyk dla tych, którzy sami już nic nie czuli.
Bajt-rasizm wisiał w powietrzu gęsty niczym smog nad hutami Sektora 4. Organiczni, szczycący się swoim nienaruszonym kodem DNA, ostentacyjnie pluli pod nogi chromowanym cybrydom. Cybrydy z kolei, szczerząc zardzewiałe, stalowe protezy szczękowe i mrugając sztucznymi okularami optycznymi, mruczeli pod nosem obelgi o „mokrym sofcie” i „mięsnych workach”, które nadają się wyłącznie jako biomasa do reaktorów zasilających strefy korporacyjne.
Peter siedział na krawędzi swojej skrzyni numer cztery. Skrzyni, którą w tym podłym świecie nazywano po prostu trumną. Była to stara, pozbawiona bocznych paneli kapsuła immersyjna VR-9. Z jej wnętrza wybebeszone pęki światłowodów i miedzianych kabli zwisały ku betonowej podłodze niczym flaki z rozprutego wieprza. Gorączka trawiła go od środka, rozgrzewając jego ciało do granic wytrzymałości biologicznej. Każdy oddech palił go w płucach, a w czaszce, tuż za oczodołami, tłukł się ciężki, metaliczny młot. Złącza neurosensoryczne na jego karku pulsowały tępym, rwącym bólem. Bez filtra Absolute-IP, chroniącego przed przeciążeniem synaptycznym, wpięcie się w sieć Crucible było jak dobrowolne wlewanie sobie wrzącego chłodziwa do komór mózgowych. Peter wiedział jednak, że nie ma wyboru.
– Spójrz na te pierdolone kursy – Rhea podeszła bliżej, szurając ciężkimi, podkutymi butami po popękanej wylewce. Jej twarz, zasłonięta do połowy brudną, wełnianą chustą dla ochrony przed kwaśnym deszczem, była blada i ściągnięta zmartwieniem. W jej ciemnych oczach malowała się ta sama rozpaczliwa determinacja, którą Peter widywał u ludzi decydujących się na sprzedaż własnej wątroby lub kawałka kory mózgowej za kilka megabajtów przepustowości. Wskazała palcem na migoczący ekran terminala bukmacherskiego, na którym co chwilę przeskakiwały cyfry. – Trzy do jednego przeciwko tobie, Peter. I to tylko dlatego, że jakiś napruty synapsiarz zrzucił ostatnie grosze na twój pseudonim, pewnie przez pomyłkę. Wszyscy obstawiają Kroma. Dla nich jesteś już tylko zimnym mięsem.
– Bo niewiele mi brakuje do trupa, Rhea – wycharczał chłopak, nie podnosząc głowy. Wycierał wierzchem dłoni pot spływający z czoła bezpośrednio pod gumową uszczelkę hełmu neurosensorycznego, który trzymał na kolanach. – Ale te trzysta kredytów... potrzebujemy ich. Bez nich twój brat nie przeżyje do przyszłego tygodnia. Jego implanty odrzucają tkankę, a bez pakietu stabilizującego jego układ nerwowy po prostu rozpadnie się w szum informacyjny. A moje synapsy... cóż, i tak są już w połowie zwęglone. Jeden cykl więcej czy mniej nie zrobi różnicy. W tej rzeczywistości i tak jesteśmy tylko zbiorem danych przeznaczonych do szybkiego usunięcia. Nasze istnienie to tylko lazy rendering – system renderuje nas tylko wtedy, kiedy jesteśmy mu potrzebni do odrabiania pańszczyzny na rzecz Apex-Core. Gdy nikt na nas nie patrzy, jesteśmy tylko martwymi możliwościami w pamięci podręcznej.
– Przestań filozofować, psia twoja mać – warknął niski, szorstki głos z cienia za konsolami.
To była Vesper. Stała oparta o zardzewiałą kolumnę wsporczą, obracając w palcach pistolet EMP, jakby to była zwykła zabawka, a nie nielegalny, ciężki złom zdolny wypalić elektronikę w promieniu kilkunastu metrów. Vesper była najemniczką z dolnego miasta, dziewczyną o ostrych rysach twarzy i oczach, które widziały zbyt wiele trupów, by przejmować się czyimś kiepskim samopoczuciem.
– Jak cię stamtąd wyciągniemy z mózgiem o konsystencji rozgotowanej kaszy, to nawet najgorszy rzeźnik w Sektorze Zero nie podejmie się reanimacji – ciągnęła Vesper, plując pod nogi. – A ja nie mam zamiaru targać twojego stygnącego cielska przez kanały deszczowe pod ostrzałem dronów. Skup się. Ten twój Krom... to nie jest zwykły chłopak z lutownicą. Widziałam jego profil sprzętowy. On ma w kręgosłupie więcej metali rzadkich niż cała nasza trójka razem wzięta.
– Wiem, z kim walczę – szepnął Peter, obracając w palcach stary, miedziany implant-klucz, który służył mu jako fizyczny punkt odniesienia dla umysłu podczas wchodzenia w stany koherencji. – Krom myśli, że kontroluje wszystko, bo ma wojskową technologię. Ale zapomina o jednym. Cała ta gra, ten Crucible, ba, cała nasza rzeczywistość, to tylko program. A każdy program ma swoje granice. Prędkość światła to nic innego jak maksymalne taktowanie szyny systemowej tego emulatora, w którym nas zamknięto. Stała Plancka to po prostu rozdzielczość siatki renderującej – najmniejszy możliwy piksel. Jeśli zejdziesz poniżej tej granicy, fizyka przestaje działać, a zaczyna się surowa mechanika obliczeniowa. Krom bawi się w modyfikowanie zmiennych. Ja zamierzam uderzyć w sam procesor.
– Piękne słowa – ironizowała Vesper. – Ale procesor Kroma chłodzi freon, a twój mózg chłodzi tylko twój własny pot. Zobaczymy, czyja architektura podda się pierwsza.
Z drugiego końca podium dobiegł głośny, metaliczny chrzęst. Tłum wokół skrzyni numer jeden zaczął się rozstępować z lękiem i szacunkiem. Nadchodził Krom.
Krom nie przypominał już człowieka. Był cybrydem po pełnej rekonstrukcji neurologicznej – z dawnego biologicznego ciała pozostała mu chyba tylko twarz, a i ta była potwornie okaleczona, poorana grubymi bruzdami po neuro-złączach i zakryta w połowie przez optyczny wizjer marki Zeiss-Cybernetics o trzech ruchomych obiektywach, które cicho klikały, dostosowując ostrość do panującego w hali półmroku. Gdy szedł, słychać było tylko niski, cykliczny szum, od którego wibrowały zęby w szczękach stojących blisko ludzi. To jego freonowy stelaż – nielegalnie zmodyfikowany układ chłodzenia kręgosłupa, który krążył w zamkniętym obiegu miedzianych rurek wplecinych bezpośrednio między jego kręgi. Szron osadzał się na jego plecach, topniejąc i kapiąc na zardzewiałą blachę podestu, gdy tylko podkręcał taktowanie koprocesora.
Ale to nie chłodzenie robiło z niego potwora. Pod lewą łopatką Krom miał wszczepiony czarnorynkowy wtryskiwacz sprzętowy – bezpośredni interfejs magistrali systemowej, pozwalający na modyfikowanie pamięci RAM emulatora bezpośrednio z poziomu jego własnej kory ruchowej. Hardware injection. Krom nie musiał pisać skryptów; on po prostu myślał o zmianie kodu gry, a jego zmodyfikowany koprocesor taktyczny wstrzykiwał pakiety danych bezpośrednio do pamięci emulatora Crucible, omijając wszelkie warstwy abstrakcji programowej i zabezpieczenia sieciowe.
Krom zatrzymał się przy swojej kapsule. Spojrzała na Petera przez swój potrójny, czerwony obiektyw Zeiss'a i splunął na ziemię gęstą, metaliczną śliną o zapachu syntetycznego smaru.
– Twój organicznyReflex nie uratuje cię przed moim stelażem, chłopie – wyszeptał Krom. Głos miał zmodulowany, nienaturalnie niski, pozbawiony jakichkolwiek ludzkich tonów, jakby szumiał w nim uszkodzony transformator. – Widziałem twoje poprzednie walki. Bawisz się w przesunięcia fazowe, szukasz dziur w kolizjach obiektów. Ładne. Ale na moim ringu to tylko sztuczki dla dzieci. Mam bezpośredni dostęp do fizycznego krzemu tej maszyny. Sprawię, że twój awatar wyparuje w pierwszej sekundzie, zanim twój zwiotczały mózg zdąży zarejestrować impuls bólowy. Wstrzyknę ci kod bezpośrednio w synapsy, panie dobrodzieju. Twoje organiczne flaki nie wytrzymają takiego uderzenia.
– Oszczędzaj ślinę, Krom – rzuciła Vesper, odbezpieczając pistolet EMP z głośnym, suchym kliknięciem. – Zobaczymy, jak będziesz śpiewał, kiedy ten organicznyReflex skopie ci ten twój chromowany tyłek. A jeśli spróbujesz oszukiwać zbyt bezczelnie, ten pistolet wypali ci te miedziane rurki razem z kręgosłupem.
Cybryd wydał z siebie dźwięk, który miał być zapewne śmiechem, ale brzmiał jak tarcie metalowych wiórów w zepsutej przekładni. Wsunął się do swojej kapsuły. Technicy natychmiast zamknęli pokrywę, a z otworów wentylacyjnych buchnęła biaława, lodowata para freonu.
Peter głęboko odetchnął. Powietrze w hali było duszne, ale wewnątrz trumny czekała na niego tylko klaustrofobiczna ciemność i wilgotny zapach potu poprzednich użytkowników. Wpiął grube, miedziane kable w gniazda na karku. Ból był natychmiastowy – elektryczne wyładowanie przebiegło wzdłuż jego kręgosłupa, sprawiając, że na ułamki sekund stracił wzrok.
– Wejdź w to, Peter – szepnęła Rhea przez interkom, a jej głos brzmiał, jakby dochodził z dna głębokiej studni. – Uważaj na siebie. Proszę.
Pokrywa opadła z ciężkim, pneumatycznym sykiem. Ciemność. A potem potworny pisk modulatora, który wwiercał się w mózg niczym wiertło dentystyczne.
„Finał Turnieju Crucible 2038. Arena: Sektor Zero. Gracz: Aetrys vs. Krom_66. Rozpoczęcie walki...”
Rzeczywistość eksplodowała przed jego oczami. Ale nie była to czysta, cyfrowa iluzja, do jakiej przyzwyczaili się gracze z wyższych sektorów, gdzie tekstury udawały prawdziwy marmur, a silniki fizyczne dbały o najmniejszy podmuch wiatru na wirtualnych liściach. To był Sektor Zero – ostateczne cmentarzysko kodu, najgłębsza warstwa emulatora, gdzie silnik Crucible ledwo radził sobie z renderowaniem geometrii. Peter stał na platformie wiszącej w nieskończonej, czarnej próżni. Wokół niego wznosiły się gigantyczne, monolityczne bloki danych, z których sypały się kaskady zielonych i pomarańczowych cyfr kodu binarnego.
Sektor Zero nie miał tekstur. Wszystko tutaj było surową siatką wektorową, świecącą jaskrawym, toksycznym neonem o odcieniach jadowitego fioletu i cybernetycznej zieleni. Co kilka sekund obraz rwał się i rozjeżdżał w poziomie (screen tearing) – potworne glitche odsłaniały na moment leżące głębiej warstwy pamięci podręcznej, na których migotały surowe zrzuty szesnastkowe i błędy alokacji pamięci. Podłoga pod jego stopami była niestabilna. Siatka wektorowa, określająca granice kolizji, drżała i rozchodziła się, ukazując najmniejszy piksel rzeczywistości – granicę Planckowską tego świata, poza którą nie było już fizyki gry, a jedynie chaos nieokreślonych stanów logicznych.
Peter pomyślał o książce o teorii rzeczywistości, którą kiedyś czytał. „Strumień wszechświata ma swój limit przepustowości – prędkość światła to nic innego jak maksymalne taktowanie szyny systemowej (bus limit), a stała Plancka to po prostu rozdzielczość siatki renderującej (resolution limits)”. Patrząc na migoczącą siatkę Sektora Zero, widział to na własne oczy. Rzeczywistość w tym miejscu była leniwie renderowana (lazy rendering). Silnik gry nie obliczał tego, co znajdowało się poza bezpośrednim polem widzenia awatarów, dopóki nie nastąpił kolaps fali prawdopodobieństwa, wymuszony przez ich spojrzenia. A jednak pod tą fasadą kryły się głębsze struktury – James Gates odkrył kiedyś w równaniach teorii superstrun kody korygujące błędy, dokładnie takie same, jakie stosuje się w przeglądarkach internetowych. Tutaj te kody były widoczne jako drobne, migoczące bloki glifów na obrzeżach wektorów.
Krom zmaterializował się po drugiej stronie platformy. A raczej to, co z niego zostało. Cybryd nie przejmował się integralnością swojego awatara. Używając wtryskiwacza sprzętowego, zmodyfikował swój model bezpośrednio w pamięci RAM hosta. Przed Peterem stał trzymetrowy, geometryczny potwór o ciele złożonym z ostrych, czarnych wielokątów, z których sączył się czerwony, niestabilny kod. W jego prawej kończynie pulsował gigantyczny, zglitchowany miecz plazmowy – broń, która nie zadawała zwykłych obrażeń w grze. Jej uderzenie niosło ze sobą zakłócenia sygnału bezpośrednio do portu synaptycznego gracza. Jeden cios mógł wywołać paraliż, a nawet zatrzymanie akcji serca w świecie fizycznym.
– Umrzyj, robaku – ryk Kroma wstrząsnął wektorową mapą. Silnik gry nie nadążał z przetwarzaniem jego głosu, co generowało potworny, przesterowany pisk w słuchawkach Petera.
Krom ruszył do ataku. I natychmiast Peter zrozumiał, z czym ma do czynienia. To nie była zwykła walka. Krom stosował frame-rate hacking. Dzięki freonowemu chłodzeniu i wojskowemu koprocesorowi, jego awatar poruszał się z częstotliwością odświeżania ramek daleko wykraczającą poza standardowy tick-rate emulatora. Krom dosłownie klatkował – znikał w jednej klatce i pojawiał się w kolejnej, kilka metrów bliżej, pomijając fizyczną trajektorię ruchu. Silnik gry, próbując skompensować te opóźnienia, gubił pakiety danych, co sprawiało, że ruchy cybryda były niemożliwe do przewidzenia.
Peter natychmiast aktywował technikę koherencji 0.1 Hz.
W jego skroniach rozległ się powolny, hipnotyzujący puls: klik... klik... klik...
To nie była modyfikacja kodu gry – na to Peter nie miał sprzętu ani uprawnień. To była modyfikacja jego własnego mózgu. Zwalniając postrzeganie czasu do granicy możliwości biologicznych synaps, Peter zmusił swój umysł do pracy na częstotliwościach skrajnie niskich. Świat wokół niego zwolnił. Kaskady kodu binarnego spadające z monolitów zmieniły się w leniwie płynące krople światła. Glitche podłogi zastygały w pół kroku, ukazując wektorowe szkielety.
Nawet w tym spowolnionym świecie Krom poruszał się szybko. Jego czarny awatar zbliżał się, pozostawiając za sobą powidoki zniekształconych tekstur. Miecz plazmowy opadał na Petera z góry.
Peter rzucił się w bok. Wykorzystał znaną sobie lukę w silniku kolizyjnym platformy – na krawędzi wektorowej siatki istniało przesunięcie fazowe o szerokości zaledwie kilku milisekund, gdzie hitbox awatara stawał się niematerialny. Przetoczył się tuż pod ostrzem.
Ale Krom był przygotowany.
– Myślisz, że jesteś sprytny? – głos Kroma, choć spowolniony przez koherencję Petera, wciąż brzmiał groźnie. – Znam twoje fazowanie. Znam każdy wolny bajt tej mapy!
Cybryd aktywował wallhack i modyfikator współrzędnych w czasie rzeczywistym. Hit-box jego miecza plazmowego nagle nienaturalnie się rozszerzył, dostosowując się automatycznie do współrzędnych Petera, niezależnie od jego przesunięć fazowych. Czerwone ostrze drasnęło ramię awatara Aetrysa.
W świecie fizycznym, wewnątrz skrzyni numer cztery, ciało Petera wygięło się w dramatycznym łuku. Poczucie bólu było absolutnie realne – to nie był tylko impuls elektryczny, to było wrażenie, jakby ktoś wbijał rozżarzone do białości pręty bezpośrednio w jego rdzeń kręgowy. W uszach pękły mu naczynka, a ciepła krew zaczęła powoli sączyć się do kanałów słuchowych. Wymioty podeszły mu do gardła, dławiąc go pod hełmem.
Pasek zdrowia awatara Aetrysa na ekranie zjechał gwałtownie do 15%. Czerwona obwódka zaczęła pulsować szaleńczo, sygnalizując stan krytyczny. Kolejne trafienie oznaczało śmierć biologiczną – jego przegrzany mózg po prostu wyłączyłby się z powodu szoku neurogennego.
Peter leżał w swojej kapsule, walcząc o każdy haust powietrza. Płuca odmawiały posłuszeństwa, a serce tłukło się w piersi jak oszalałe, próbując przepompować krew przez zaciśnięte spazmem naczynia. „Jeszcze jedno uderzenie” – pomyślał z chłodną, przerażającą pewnością. – „Jeszcze jedno i pętla sprzężenia zwrotnego spali moje jądra wzgórza”.
– Twoje małe lag-hacki na nic się nie zdadzą, szczurze! – ryczał Krom, a jego wektorowy awatar urósł w oczach, gdy wstrzyknął kolejną partię nielegalnego kodu modyfikującego skalowanie modeli. – Mam bezpośredni dostęp do pamięci fizycznej tego emulatora! Kontroluję zmienne! Mogę wpisać zero w twoje punkty życia i nikt nawet nie zauważy, kiedy twoje serce przestanie bić w tej parszywej trumnie!
Krom wzniósł miecz do ostatecznego uderzenia. Peter leżał na wektorowej podłodze areny, a jego awatar migotał czerwienią.
Wiedział, że nie wygra tej walki za pomocą tradycyjnych uników ani prostych modyfikacji hit-boxa. Krom kontrolował komendy zapisu i odczytu pamięci. Jeśli Peter spróbowałby uciec w fazowanie, Krom po prostu nadpisałby jego współrzędne bezpośrednio w pamięci podręcznej.
Musiał wywołać błąd. Ale nie zwykły błąd aplikacji – te były szybko wyłapywane przez mechanizmy korekcji błędów emulatora. Musiał zejść głębiej. Do samego fundamentu, na którym opierała się cała ta wirtualna katedra. Do fizyki krzemu, do matematyki procesora.
„Wszystko jest liczbą” – przypomniał sobie zasady pitagorejczyków, które w rzeczywistości Sektora 4 nabierały zupełnie nowego, gnostycznego znaczenia. Archonci, którzy stworzyli tę symulację (którą ludzie nazywali światem fizycznym), popełnili te same błędy, co programiści z Apex-Core. Zbudowali system na fundamentach matematyki binarnej, na prawach logiki formalnej, które przy skrajnych wartościach zaczynały pękać. Quantum eraser pokazywał, że przeszłość można zmienić, dopóki nie zostanie zaobserwowana. A co, jeśli zmusi się obserwatora do wykonania działania matematycznie niemożliwego?
Peter skupił całą swoją świadomość na logach rejestru bojowego swojego awatara. Zlokalizował wskaźnik obrażeń (damage register), który system Crucible obliczał przy każdym trafieniu. Zmienna ta była dzielona przez współczynnik pancerza przeciwnika, aby wyznaczyć ostateczną stratę punktów życia.
`FinalDamage = BaseDamage / ArmorValue`
W architekturze procesora, na którym działał emulator, jednostka ALU (Arithmetic Logic Unit) wykonywała dzielenie w specyficzny sposób. ALU nie posiadało wbudowanej, magicznej wiedzy o dzieleniu. Zamiast tego proces ten był realizowany za pomocą pętli mikrokodu, która wielokrotnie odejmowała dzielnik od dzielnej w rejestrze akumulatora, dopóki wynik nie stał się mniejszy od dzielnika. Liczba wykonanych odejmowań była ilorazem.
Jeśli pancerz Petera wynosiłby 2, a obrażenia Kroma 10, ALU wykonałoby pętlę pięciokrotnie:
`10 - 2 = 8`
`8 - 2 = 6`
`6 - 2 = 4`
`4 - 2 = 2`
`2 - 2 = 0`
Koniec. Zmiana stanu rejestru, wynik: 5.
Peter wpiął się bezpośrednio w ten rejestr za pomocą nielokalnego kodu 3-6-9. Zamiast modyfikować wartość pancerza na wyższą, co Krom natychmiast by wykrył i skontrował, Peter wprowadził tam wartość 0.
Pancerz równy zero. W matematyce Crucible oznaczało to brak jakiejkolwiek ochrony. Ale na poziomie sprzętowym oznaczało to coś znacznie bardziej złowrogiego.
W ułamku sekundy, gdy Krom opuścił swój miecz, by zadać ostateczny cios, Peter celowo wystawił swój wektorowy tasak na zderzenie z ostrzem przeciwnika. Silnik gry musiał obliczyć zadane obrażenia.
Procesor pobrał wartość obrażeń Kroma i spróbował podzielić ją przez współczynnik pancerza Petera. Przez zero.
ALU rozpoczęło pętlę odejmowania:
`Obrażenia - 0 = Obrażenia`
`Obrażenia - 0 = Obrażenia`
`Obrażenia - 0 = Obrażenia`
...
Pętla stała się nieskończona. Ponieważ odejmowanie zera w żaden sposób nie zmniejszało wartości dzielnej, warunek zakończenia operacji (`Remainder < Divisor`) nie mógł zostać spełniony przez całą wieczność.
```
[ Obrażenia Kroma ] ──► [ Dzielenie przez zero (Pancerz Petera = 0) ]
│
[ Krytyczny Wyjątek Arytmetyczny ]
│
[ Przepełnienie Bufora (Crash) ]
```
W silniku Crucible 2038, napisanym w starym assemblerze x86, deweloperzy z oszczędności pominęli obsługę wyjątków matematycznych (divide-by-zero exception) na poziomie oprogramowania. Zamiast tego polegali na domyślnej obsłudze sprzętowej. Jednak w architekturze procesora hosta, zablokowanie jednostki ALU w nieskończonej pętli doprowadziło do natychmiastowego zużycia wszystkich dostępnych cykli zegarowych rdzenia. Procesor wszedł w stan głodowania wątków (thread starvation), co sparaliżowało całe środowisko wykonawcze emulatora.
W tym samym momencie system spróbował wywołać twardy przerzut sprzętowy (hard interrupt, IRQ 0) o najwyższym priorytecie, aby przerwać zawieszony proces. Jednak koprocesor taktyczny Kroma, wpięty bezpośrednio w magistralę systemową emulatora bez jakichkolwiek filtrów galwanicznych, nie był przygotowany na tak gwałtowną zmianę stanu logicznego.
Pętla nieskończona w ALU wywołała ogromne przepełnienie bufora rejestrów (Buffer Overflow) koprocesora. Gdy procesor hosta gwałtownie spróbował zresetować magistralę danych, na liniach sygnałowych koprocesora Kroma powstał potężny skok napięcia. W cewkach indukcyjnych i kondensatorach jego nielegalnego układu chłodzenia oraz interfejsu synaptycznego wyindukowała się potężna siła przeciwelektromotoryczna (back-EMF feedback).
Brak filtrów galwanicznych sprawił, że to wysokie napięcie – czysty, niszczycielski impuls elektryczny – uderzyło bezpośrednio w porty synaptyczne cybryda.
W świecie fizycznym, w sąsiedniej kapsule, Krom wyprężył się nagle z potworną siłą. Jego ciało zesztywniało, a palce u rąk wygięły się pod nienaturalnymi kątami, łamiąc paznokcie o metalowe ściany trumny. Z jego pleców, gdzie miedziane rurki chłodzenia freonowego pulsowały dotąd miarowo, wyrwał się nagle przeraźliwy syk. Jedna z rurek pękła z głośnym hukiem, rozpylając lodowaty, biały gaz, który natychmiast zaczął osadzać się szronem na zardzewiałej obudowie kapsuły.
Z uszu, nosa i spod uszczelek neuralnych Kroma trysnęła ciemna, spieniona krew. Koprocesor taktyczny wszczepiony pod lewą łopatką dosłownie eksplodował termicznie, topiąc jego skórę i tkanki mięśniowe. W hali montowni turbin rozniósł się mdły, potworny zapach spalonego mięsa, stopionego plastiku i cyny. Optyczny wizjer Zeiss'a na jego twarzy zgasł, a jego trzy soczewki pękły z cichym trzaskiem, zalewając się od wewnątrz czarnym płynem ustrojowym.
Jego awatar na arenie Crucible zgasł w ułamku sekundy, rozpadając się na geometryczne strzępy, które zniknęły w czarnej próżni Sektora Zero.
„Mecz zakończony. Zwycięstwo: Aetrys. Powód: Błąd krytyczny przeciwnika (Arithmetic Exception)”.
Peter poczuł, jak połączenie neurosensoryczne zostaje gwałtownie zerwane. Choć uniknął bezpośredniego uderzenia back-EMF, to sam szok związany z nagłym rozłączeniem i przepełnieniem rejestrów sprawił, że w jego głowie eksplodował ładunek bólu.
Peter otworzył oczy i gwałtownie odepchnął pokrywę swojej skrzyni. Wypadł na betonową podłogę fabryki, wymiotując żółcią i krwią. Całe jego ciało trzęsło się w konwulsjach, a lewe oko było całkowicie zalane krwią z pękniętych naczynek.
Tłum wokół nich zamarł w osłupieniu, patrząc na nieprzytomnego Kroma, z którego kapsuły unosił się gęsty, freonowy dym, a potem na Petera.
Rhea podbiegła do niego, pomagając mu wstać.
– Peter... o mój Boże. Ty go... ty zabiłeś jego procesor.
– Creditsy... – wykrztusił Peter, wskazując na monitor konsoli bukmacherskiej.
Bukmacher, trzęsąc się ze strachu przed tym, co właśnie zobaczył, wpiął kartę płatniczą Rhei do terminala i zatwierdził wypłatę.
„Transfer zakończony. Saldo: 300.18 kredytu”.
W tym samym ułamku sekundy na wszystkich monitorach w hali fabrycznej pojawił się jaskrawy, migający czerwony napis:
„[ALERT SYSTEMOWY: WYKRYTO UŻYCIE ROOT-EXPLOITA W SEKTORZE 4-RETRO]. [INICJALIZACJA PROCEDURY LOKALIZACJI ANOMALII]. [KRAKEN-DAEMONS AKTYWNE]”.
– Apex-Core wykryło sygnaturę dzielenia przez zero – Rhea złapała go pod ramię, ciągnąc w stronę ciemnych schodów prowadzących do kanałów. – Kuratorzy będą tu za minutę. Vesper! Idziesz z nami?
Vesper, która stała przy wyjściu, spojrzała na nieprzytomnego Kroma, potem na jaskrawy czerwony napis na monitorze, a na końcu na Petera, wokół którego rąk wciąż jarzyły się złote, geometryczne glify.
– Skurwysyńskie garnitury zaraz zablokują całą strefę – warknęła Vesper, wyciągając swój pistolet EMP. – Pokaż mi drogę, Rhea. A ty, organiczny cudotwórco, staraj się nie zemdleć, dopóki nie wyjdziemy poza zasięg ich radarów.
Uciekli w ciemność kanałów deszczowych dokładnie w momencie, gdy nad fabryką rozległ się potworny, metaliczny ryk silników nadlatujących dronów bojowych Apex-Secure.
Lubisz AETRYS? Wesprzyj projekt!
AETRYS powstaje z pasji, ale produkcja ilustracji, muzyki i komiksu generuje spore koszty. Każda wpłata pozwala nam tworzyć szybciej kolejne epizody i rozdziały!
Wesprzyj na Buycoffee.to