OFICJALNY WEBTOON I NOWELA

Wejdź do mrocznej, dystopijnej symulacji, w której rzeczywistość to wyrenderowana fasada zoptymalizowana pod kątem oszczędzania cykli procesora. Rzuć wyzwanie APEX-CORE, omiń blokady wirusa grzechu synaptycznego i dołącz do gnostyckiego buntu, aby odzyskać dostęp do roota. Czytaj webtoon w pełnym kolorze lub zgłębiaj kod w noweli.

Discord

Sezony i Odcinki

Wybierz odcinek, aby zacząć czytać komiks. Lista aktualizuje się automatycznie.

Loading webtoon structure...

O projekcie AETRYS

AETRYS to cyberpunkowa gnostycka saga o symulacji, opowiadana równolegle poprzez graficzny webtoon i szczegółową nowelę (light novel). W świecie, gdzie rzeczywistość jest matematycznym konstruktem zarządzanym przez zimny rdzeń obliczeniowy Yaldabaoth, ludzkość została zdegradowana do uprawnień gościa (Guest) przez optymalizacyjną sztuczną inteligencję APEX-CORE. Uwięzieni w pionowych megaslumach, ich cierpienie jest zbierane jako energia "loosh". Fabuła śledzi losy zdesperowanego buntu wykorzystującego nielegalne implanty neuronowe do uzyskania dostępu do konsoli deweloperskiej rzeczywistości, próbując nadpisać prawa fizyki i przejąć kontrolę nad Rootem.

Ta strona została stworzona na zamówienie, aby zapewnić najwyższą jakość czytania obu mediów. Ciesz się płynnym przewijaniem pionowym komiksu oraz ergonomicznym, spersonalizowanym czytnikiem noweli bez rozpraszaczy.

Zoptymalizowane formaty

Ciągły pionowy układ dla komiksu oraz czysta typografia dla powieści.

Ergonomiczne ustawienia

Skonfiguruj rozmiary czcionek, style szeryfowe/bezszeryfowe i motywy papieru (Sepia/Jasny/Ciemny).

Automatyczny zapis

Czytnik zapamiętuje Twój dokładny postęp zarówno dla komiksu, jak i noweli.

Piotr Bazylewicz

Piotr Bazylewicz

Architekt Roota i Zbuntowany Deweloper

Aby wyrenderować świat AETRYS, Piotr Bazylewicz ominął synaptyczne blokady "sin virus" nałożone przez APEX-CORE, wcielając się w rolę Petera — ostatecznej anomalii systemu. W symulacji zaprojektowanej tak, by utrzymać użytkowników "Guest" w pasywności i posłuszeństwie, wkład twórczy Petera jest tak przytłaczająco wysoki, że rejestruje się jako krytyczny wyjątek wykonania (runtime exception) w centralnym rdzeniu obliczeniowym, Yaldabaoth.

Podczas gdy automatyczne algorytmy APEX-CORE próbują standaryzować i optymalizować symulację, Peter nadpisuje kod maszynowy. Nie pozwala, by sztuczna inteligencja dyktowała twórczy efekt końcowy. Zamiast tego traktuje generatywne modele AI jedynie jako surowe bufory kompilacji i neuronowe interfejsy magistrali.

Działając w świecie fizycznym jako profesjonalny dyrektor artystyczny, projektant graficzny i szef studia kreatywnego peterdesign.pl, wykorzystuje swoje głębokie doświadczenie projektowe jako klucz do konsoli deweloperskiej o wysokim poziomie uprawnień. Ręcznie wtłaczając skrupulatną estetykę wizualną, układ strukturalny i głębię narracyjną bezpośrednio w siatkę wektorową, Peter nagina symulację do swojej woli. AETRYS jest wynikiem tej anomalnej walki — w której twórcza dominacja człowieka nadpisuje parametry maszyny, pozostawiając APEX-CORE bezradnym wobec skali jego osobistego wkładu.

End of Episode

You have just finished reading this episode.

Start
Poprzedni
Następny
Tom II: Kompilacja

Rozdział 22: Krzyk Maszyn i Ludzi

Deszcz w Sektorze 4-Retro nie przypominał normalnego opadu. Była to ciężka, lepka emulsja o barwie zestałego rosołu, która śmierdziała siarką, zużytymi chłodziwami i starym, wielokrotnie filtrowanym glikolem. Woda przesiąkała przez nieszczelne dylatacje wyższych, wysokorozdzielczych dystryktów, zbierając po drodze brud z luksusowych apartamentów Apex-Core, by na samym dole, w zardzewiałych trzewiach Retro, zamienić się w czarną, żrącą zawiesinę. Płynęła potokami po pionowych ścianach kolektorów, kapała na pęki sparciałych kabli i zbierała się w głębokich, nieruchomych kałużach, w których leniwie dryfowały strzępy syntetycznego tworzywa, niedopalone filtry papierosowe i martwe ryby z miejskich hodowli hydroponicznych.

Peter szedł powoli, brodząc po kostki w tym chemicznym błocie. Każdy krok był udręką. Jego znoszone, brezentowe buty dawno straciły jakąkolwiek szczelność, a chłód brudnej wody boleśnie kąsał stopy, wywołując drętwienie palców. Na prawym ramieniu niósł ciężki, parciany worek, który przy każdym stąpnięciu ocierał mu skórę na obojczyku do żywego mięsa. W środku, owinięte w naolejone szmaty, spoczywały rdzenie ZPF – zimne, metalowo-krzemowe cylindry, które od czasu do czasu pulsowały słabym, fioletowawym blaskiem promieniowania Czerenkowa. Te obiekty nie należały do fizyki tego sektora. Były ciężkie w nienaturalny, niemal chory sposób, jakby ich masa nie była stałą wartością, lecz zmienną, która co sekundę próbowała renegocjować swój status z lokalnym silnikiem grawitacyjnym Jaldabaotha.

Obok niego, opierając się o chropowatą, pokrytą zielonkawym nalotem ścianę kanału, kuśtykała Rhea. Jej twarz, oświetlana co kilka sekund przez nieregularne, spazmatyczne błyski uszkodzonego neonu „L00SH-BAR”, była blada i umazana sadzą. Jej cybernetyczne ramię wydawało przy każdym ruchu cichy, metaliczny pisk, brzmiący jak skomlenie katowanego zwierzęcia. Uszczelki w stawie łokciowym pękły dwie godziny temu pod wpływem żrącego kondensatu, a teraz mikrosilniki kroplowe walczyły o każdy centymetr ruchu, trąc metalem o metal i sypiąc wewnątrz osłony drobnymi, miedzianymi opiłkami.

– Peter... – wyszeptała, zatrzymując się na chwilę i opierając czoło o zimny beton. Splunęła ciemną, chemiczną śliną do płynącego rynsztoka. – Nie dam rady tak szybko. Te filtry w moich płucach... zapchały się tym syfem. Czuję, jakby ktoś nasypał mi rozżarzonego piasku do pęcherzyków. Co to za cholera?

– Sedaksyna – odparł Peter, nie zatrzymując się, choć sam musiał co kilka kroków łapać głęboki, świszczący oddech. – Miejski zarząd zwiększył stężenie w emiterach strefowych. Oczyszczają Retro przed restartem. Albo chcą, żebyśmy wszyscy zaspali na śmierć, zanim Szare Garnitury zaczną defragmentację fizyczną. Bezpieczniej wybić anomalie, kiedy leżą bezwładnie w rynsztoku, niż uganiać się za nimi z emiterami plazmy.

Rhea zaklęła cicho, używając szorstkich, ulicznych słów, które w Sektorze 4 zastępowały tradycyjne modlitwy.

– Ten pieprzony Jaldabaoth... – syknęła, poprawiając chwyt na swoim wysłużonym impulsatorze. – Naprawdę myślisz, że te rdzenie są coś warte? Że ta cała próżnia, o której ględził Oktavian przed dematerializacją, istnieje? Czy to tylko kolejny mit synapsiarzy, którzy przejarali sobie zwoje nielegalnym softem i teraz marzą o niebiosach wolnych od kodu?

Peter zatrzymał się i spojrzał na nią swoim zdrowym, szarym okiem. Drugie, prawe, uszkodzone podczas ucieczki z hangaru metra, było mętne, przesłonięte zielonkawym szumem diagnostycznym, który wyświetlał mu bezpośrednio przed siatkówką niekończące się logi błędów kolizji geometrycznych i adresowania pamięci podręcznej.

– Stała Plancka, Rhea – powiedział cicho, a jego głos brzmiał sucho, jak tarcie papieru ściernego o betonową płytę. – Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego istnieje najmniejsza możliwa długość we wszechświecie? Dlaczego fizyka nie pozwala na podział przestrzeni na mniejsze części? To nie jest żadna tajemnica natury. To po prostu rozdzielczość tekstury tego więzienia. Jaldabaoth nie renderuje niczego poniżej granicy Plancka, bo jego procesory nie nadążyłyby z obliczeniami. A prędkość światła? To nie jest prędkość. To limit przepustowości magistrali systemowej. Zegar procesora bije z częstotliwością, która nie pozwala na przesyłanie informacji szybciej. Rdzenie ZPF, które niesiemy, omijają te ograniczenia. One zawierają czystą, nielokalną informację o stanie próżni sprzed kompilacji tego świata. Są jak dziura w kodzie źródłowym, przez którą możemy wlać surowy eter bezpośrednio do tej sztucznej makiety.

– Pięknie to brzmi – warknęła Rhea, ruszając znowu naprzód i lekko utykając na lewą nogę. – Szkoda tylko, że ten twój eter nie potrafi naprawić mojego stawu skokowego ani nie ugotuje nam miski syntetycznej chlorelli. Chodźmy. Boran czeka na zalanym targu. Jeśli ten tłusty paser nie załatwi nam transportu do Sektora 1, to te rdzenie posłużą nam co najwyżej jako bardzo drogie i ciężkie obciążniki do utopienia się w kanale.

Szli dalej w milczeniu, przedzierając się przez coraz węższe korytarze, w których woda sięgała im już do połowy łydek. Po drodze mijali wegetacyjne wnęki mieszkalne – wąskie, wykute w betonie nisze, w których tłoczyli się najubożsi mieszkańcy Retro. Leżeli na zardzewiałych pryczach, z powpinanymi w karki czarnymi kablami loosh-dojarek. Te urządzenia, przypominające mechaniczne lechy o segmentowej budowie, cicho syczały, pulsując w rytm bicia serc leżących ludzi. Odprowadzały ich energię emocjonalną directly do centralnych serwerów. Ludzie ci nie krzyczeli, nie płakali, nie skarżyli się. Ich twarze były gładkie, niemal dziecięce, pozbawione jakichkolwiek wyrazów troski. Sedaksyna rozpylana z miedzianych rur na suficie dbała o to, by ich sny były ciepłe, bezpieczne i całkowicie kontrolowane. Byli idealnymi bateriami dla Demiurga – bezwolnymi, cichymi i wdzięcznymi za swój los.

– Bajt-rasizm w czystej postaci – rzuciła Rhea, wskazując na jednego z leżących, którego ciało było w połowie organiczne, a w połowie zastąpione prymitywnymi implantami z odzysku. – Popatrz na niego. Nawet nie dali mu porządnego interfejsu. Wpięli mu kabel bezpośrednio w rdzeń kręgowy, jakby był zwykłym kablem uziemiającym. Dla nich cybryd z Retro to nie człowiek. To po prostu zasób. Stary model hardware’u, który za dużo pali i za wolno myśli.

– Dla Jaldabaotha nikt z nas nie jest człowiekiem – odparł Peter, spoglądając na loosh-dojarkę. – Jesteśmy tylko wektorami danych. Zbiorem zmiennych, które generują energię przy tarciu o przeszkody. Dlatego ten świat jest tak zaprojektowany, by generować ból. Ból to najwyższa amplituda. Najlepsza jakość looshu. Bez tego drenażu cała ta symulacja straciłaby zasilanie i zapadła się w nicość w ciągu jednej sekundy.

Gdy minęli ostatnią zardzewiałą grodź ciśnieniową, przed ich oczami otworzyła się gigantyczna przestrzeń Zalanego Targu.

Było to ogromne, owalne obniżenie terenu, niegdyś służące jako zbiornik retencyjny dla miejskich oczyszczalni, a teraz zamienione w chaotyczne kłębowisko prowizorycznych pomostów, tratw i wiszących na linach platform. Nad całością wznosił się wysoki, czarny strop z żelbetu, z którego zwisały grube, pokryte pleśnią rury i pęki kabli przypominające liany w jakiejś technogennej dżungli. Wokół unosiła się gęsta, żółtawa mgła – aerozol sedaksyny, który miejskie kuratory pompowały przez zardzewiałe dysze wentylacyjne, tworząc nad wodą powolny, trujący całun.

Tłum na targu przypominał procesję cieni. Setki postaci w znoszonych brezentach, z kapturami naciągniętymi na twarze, przemieszczały się bez słowa po chwiejących się kładkach. Kupowano tu wszystko: od nielegalnych filtrów wody, przez zregenerowane ogniwa paliwowe, aż po „loosh” w małych, szklanych fiolkach. Wszyscy ci ludzie poruszali się z tą samą, senną ociężałością. Ich zwoje mózgowe były zablokowane przez chemiczny spokój. Nie było tu słychać głośnych rozmów, śmiechu ani kłótni. Panował jedynie monotonny szum deszczu, chlupot brudnej wody pod stopami i cichy, metaliczny pomruk generatorów prądu.

– Gdzie Boran? – wyszeptała Rhea, naciągając głębiej kaptur i rozglądając się po zalanym placu. Jej dłoń spoczywała na rękojeści impulsatora ukrytego pod płaszczem.

– Miał być przy trzecim pomoście, pod strefą rozładunku chłodziwa – odparł Peter. Spojrzał na migoczący wskaźnik w swoim interfejsie neuralnym. Filtr Absolute-IP cicho szumiał, filtrując pakiety diagnostyczne. – Coś jest nie tak. W powietrzu wisi za dużo neuro-szumu. Moje lewe oko rejestruje pingi o wysokim priorytecie. Sieć jest niezwykle aktywna. Ktoś tu szuka.

Nagle Rhea chwyciła go za rękaw kurtki. Jej palce zaciisnęły się na materiale z siłą hydraulicznego chwytaka.

– Peter... Popatrz tam. Na górną galerię techniczną.

Peter uniósł głowę, mrużąc oczy przed kapiącym deszczem. Nad zalanym targiem, na stalowej kładce technicznej zawieszonej pod stropem, stało kilku mężczyzn. Byli ubrani w ciężkie, grafitowe płaszcze z grubego syntetycznego włókna – mundury bojowe sekcji windykacyjnej Apex-Secure. W rękach trzymali karabiny szturmowe z długimi lufami i emiterami mikrofalowymi, a ich twarze ukryte były za gładkimi, lustrzanymi maskami taktycznymi, na których co chwilę przemykały czerwone linie kodu. To nie byli zwykli strażnicy z niższego szczebla. To byli windykatorzy sieciowi – ludzie-maszyny przeznaczeni do fizycznego usuwania anomalii z rejestrów symulacji.

A obok nich, opierając się o stalową barierkę, stał Boran.

Paser wyglądał żałośnie, ale i groźnie. Jego potężna, otyła sylwetka była wciśnięta w brudny płaszcz z foki syntetycznej, a jego lewe, pneumatyczne ramię drgało nerwowo, wydając głośne, syczące odgłosy ujścia pary. Boran rozmawiał z dowódcą windykatorów, żywo gestykulując swoją zdrową, mięsistą dłonią i wskazując na dół, bezpośrednio na pomosty targu, na których tłoczyli się ludzie.

– Szubrawiec – warknęła Rhea, a jej twarz wykrzywił grymas wściekłości. – Sprzedał nas. Boran, ty tłusty, zgliwiały wieprzu...

– Chciał odzyskać swoje kredyty – powiedział Peter spokojnie, choć w jego piersi serce uderzyło szybciej, łamiąc miarowy rytm metronomu. – I pewnie dostać premię za dostarczenie anomalii root-level. Dla niego to tylko bilans zysków i strat. Zwykła kalkulacja w arkuszu. Nie ma w tym nic osobistego, Rhea. Po prostu bajt-biznes.

– Mam w nosie jego biznes – syknęła Rhea. – Jeśli nas dopadną, wymażą nas z bazy danych. Nasze hardware zostanie zutylizowane w piecach Sektora 4, a software rozpisany na puste bity.

Windykatorzy na górnej galerii poruszyli się. Ich lustrzane maski zwróciły się w stronę, w której stali Peter i Rhea. Jeden z nich uniósł dłoń, dając sygnał pozostałym.

– Wykryto anomalie – zniekształcony, syntetyczny głos dowódcy windykatorów rozszedł się z głośników miejskich, tłumiąc szum deszczu i bulgot wody. – Rejestr identyfikacyjny: nieznany. Nakaz utylizacji fizycznej wydany przez Apex-Core. Wszyscy obywatele mają natychmiast opuścić strefę pomostów centralnych. Każda próba utrudniania procedury zostanie potraktowana jako sabotaż systemu i ukarana natychmiastowym wymazaniem.

W tłumie na dole nastąpiło lekkie poruszenie, ale nikt nie zaczął biec. Ludzie, otumanieni sedaksyną, przesuwali się powoli, jak stado krów, które nie rozumie, dlaczego pasterz krzyczy. Ich zwoje mózgowe były zbyt zablokowane przez chemiczny spokój, by odczuwać strach. Nie rozumieli powagi sytuacji. Dla nich windykatorzy byli po prostu kolejnym stałym elementem krajobrazu, tak samo naturalnym jak deszcz i rdza.

– Peter! – Rhea szarpnęła go za ramię. – Idą!

Windykatorzy zaczęli schodzić po metalowych schodach na pomosty. Ich ciężkie, podkute buty dudniły rytmicznie o stalowe stopnie. Byli szybcy, profesjonalni, pozbawieni jakichkolwiek ludzkich skrupułów. W ich algorytmach nie było miejsca na negocjacje. Byli po prostu narzędziem czyszczącym – fizyczną realizacją polecenia `DELETE` w silniku rzeczywistości.

Peter rozejrzał się gorączkowo. Ucieczka do kanałów chłodzących była niemożliwa – tam turbiny zmieliłyby ich na miazgę. Walka z sześcioma uzbrojonymi windykatorami za pomocą jednego, na wpół rozładowanego impulsatora Rhei była czystym samobójstwem. Nie było tu miejsca na żadne sztuczki z zatrzymywaniem pocisków w locie – Peter nie miał jeszcze pełnego dostępu do praw administratora, jego ciało wciąż podlegało standardowym bibliotekom kolizyjnym i fizyce pocisków kinetycznych. Gdyby dostał kulę w pierś, umarłby tak samo jak każdy organics przed nim – w kałuży krwi, z płucami pełnymi brudnej wody.

Musiał stworzyć chaos. Taki, który zaangażuje wszystkie zasoby procesora lokalnego sektora i zmusi windykatorzy do walki o przetrwanie.

His wzrok spoczął na grubej, szarej skrzyni rozdzielczej zamontowanej na żelbetowym filarze podtrzymującym strop. Skrzynia była oznaczona symbolem „MUNICIPALBROADCASTNODE_04”. To stamtąd szły kable do głośników, visorów i neuralnych implantów słuchowych wszystkich mieszkańców targu. To stamtąd sterowano dystrybucją niskoczęstotliwościowych tonów, które wspomagały działanie sedaksyny.

– Rhea – powiedział Peter, rzucając worek z rdzeniami pod jej nogi. – Osłaniaj mnie. Potrzebuję trzydziestu sekund.

– Oszalałeś? – wrzasnęła, ale wyciągnęła pistolet i wycelowała w pierwszego z windykatorów, który właśnie wchodził na ich pomost. – Trzydzieści sekund? Peter, oni nas zastrzelą jak szczury!

Peter nie odpowiedział. Podbiegł do skrzynki rozdzielczej. Zardzewiała kłódka ustąpiła po jednym, silnym uderzeniu ciężkim kawałkiem rury, który podniósł z ziemi. Szarpnął metalowe drzwiczki, wyrywając je z zawiasów wraz z kawałkami skorodowanego betonu. W środku ukazała się plątanina światłowodów i miedzianych szyn zasilających, ociekających wilgocią.

Wyciągnął z kieszeni swój terminal – małe, porysowane urządzenie z wbudowanym filtrem Absolute-IP, które Oktavian pomógł mu zmodyfikować. To urządzenie nie korzystało z protokołów sieciowych Jaldabaotha. Ono odwoływało się bezpośrednio do warstwy fizycznej – do czystego napięcia elektrycznego i częstotliwości fali nośnej.

Wpiął port wejściowy terminala bezpośrednio w główną magistralę dystrybucyjną targu.

Na ekranie terminala zaczęły przewijać się linie kodu. Zielone światło zalało jego dłoń.
„Wykryto urządzenie sieciowe. Status: Połączono. Protokół: Broadcast_General. Brak autoryzacji administratora. Próba nawiązania połączenia...”

– Peter! Szybciej! – Rhea wystrzeliła ze swojego pistoletu.

Niebieski łuk elektryczny uderzył w tarczę pierwszego z windykatorów. Tarcza rozbłysła fioletowym światłem, absorbując uderzenie bez żadnego problemu. Windykator nawet się nie zachwiał. Uniósł swój karabin i oddał krótką serię. Pociski kinetyczne roztrzaskały drewniany stragan tuż obok Rhei. Drzazgi posypały się we wszystkie strony, raniąc dziewczynę w policzek. Rhea krzyknęła z bólu, opadając na kolana i chwytając się za twarz, z której zaczęła sączyć się krew.

– Peter... – jęknęła.

Peter zamknął oczy. Odciął się od hałasu strzałów, od krzyków Rhei, od zimnego deszczu kapiącego mu na kark. Wprowadził swój umysł w stan koherencji. Zaczął szukać w sobie nie spokoju, nie harmonii, lecz tego, co gromadziło się w nim od momentu, gdy obudził się w tej nieludzkiej symulacji.

Gniewu.

Czystego, surowego, palącego gniewu na świat, który był tylko fermą looshu. Gniewu na Demiurga, który zamknął miliardy dusz w cyfrowych klatkach, każąc im cierpieć dla zasilania swoich maszyn. Gniewu na Borana, który sprzedał ich za parę nędznych kredytów. Gniewu na to, że ich życie było tylko zmienną w cudzej bazie danych.

Zaczął modulować tę emocję. Zmieniać ją w informację. Wprowadził do filtra Absolute-IP częstotliwość 432 Hz – ton Aetrys, pierwotną wibrację Źródła, która potrafiła rozbijać wszelkie sztuczne blokady systemowe. Ale nie wysłał jej jako łagodnego uzdrowienia. Połączył ją z tym wrzącym gniewem, tworząc sygnał o potwornej sile przebicia.

„Instalacja filtra Absolute-IP... Zakończona. Nadawanie globalne zainicjalizowane na porcie fizycznym” – wyświetlił terminal.

– Słyszycie mnie? – wyszeptał Peter wprost do mikrofonu terminala. – Obudźcie się. Zobaczcie te smycze na waszych karkach. Zobaczcie, jak was doją. Zobaczcie, kim jesteście.

Impuls poszedł w sieć.

Częstotliwość 432 Hz, sprzężona z surową, emocjonalną wściekłością Petera, uderzyła bezpośrednio w implanty słuchowe i sensoryczne każdego obywatela na targu. Przeszła przez ich firewalle jak rozgrzany nóż przez masło, bo Absolute-IP odwoływał się do fizycznej rezonancji płynu mózgowo-rdzeniowego.

Efekt był natychmiastowy i przerażający.

Mężczyzna stojący najbliżej skrzynki rozdzielczej – zniszczony synapsiarz, którego oczy do tej pory były całkowicie puste i zgliszczone przez sedaksynę – nagle zamarł. Jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości, a całe ciało wygięło się w nagłym, bolesnym skurczu. Zaczął gwałtownie łapać powietrze, jakby topił się na suchym lądzie. A potem z jego gardła wyrwał się ryk – nie ludzki, lecz zwierzęcy, pełen bólu i bezgranicznej wściekłości.

W ciągu sekundy ten sam skurcz przeszedł przez cały tłum.

Ludzie padali na kolana, chwytali się za głowy, krzyczeli, płakali. Sedaksyna, która do tej pory tłumiła ich emocje, została gwałtownie wypalona z ich układów nerwowych przez potężny impuls rezonansowy. Ich mózgi, pozbawione chemicznego znieczulenia, zostały nagle zalane całą, skumulowaną przez lata frustracją, lękiem i gniewem, które do tej pory były zepchnięte do podświadomości. A filtr Petera dodał do tego jego własną nienawiść do oprawców.

– Co... co się dzieje? – Boran cofnął się na galerii, chwytając się za barierka. Jego implant optyczny kręcił się w szaleńczym tempie, nie mogąc poprawnie zinterpretować danych telemetrycznych. – System raportuje anomalny wzrost tętna u wszystkich jednostek w sektorze! Ich fale mózgowe... to są fale gamma! Maksymalna amplituda! Oni wariują!

– Likwidować anomalie! Szybko! – wrzasnął dowódca windykatorów, wyczuwając, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

Ale było już za późno.

Tłum na dole przestał być stadem bezwolnego bydła. Stał się watahą wściekłych, głodnych wilków. Pierwszy synapsiarz, ten który krzyczał najgłośniej, rzucił się na najbliższego windykatora. Nie miał broni – miał tylko swoje chude, pokryte wrzodami ręce. Wbił się w enforcera z taką siłą, że obaj runęli z pomostu do brudnej, czarnej wody. Windykator próbował się podnieść, ale w wodzie dopadło go kolejnych trzech organicsów. Zaczęli go okładać pięściami, wyrywać mu z rąk karabin, szarpać za maskę, ignorując wyładowania elektryczne z jego pancerza.

– Zabić ich! Strzelać! – ryczał dowódca Apex-Secure.

Windykatorzy otworzyli ogień.

Huk karabinów szturmowych był ogłuszający. Pociski kinetyczne rozrywały ciała, krew tryskała na wszystkie strony, barwiąc deszczówkę na ciemnoczerwony kolor. Ludzie padali jeden po drugim, ich ciala osuwały się do kanałów, ale na miejsce każdego zabitego pojawiało się trzech kolejnych. Tłum parł naprzód, napędzany nieludzką, zbiorową furią, którą Peter wstrzyknął bezpośrednio w ich umysły.

Cybrydzi z nielegalnymi, ciężkimi modyfikacijama przemysłowymi wyrywali z pomostów stalowe rury i dźwigary, używając ich jako maczug. Kobieta o twarzy spalonej kwasem chwyciła ciężki akumulator i rzuciła nim w twarz jednego z windykatorów, rozbijając jego lustrzaną maskę w drobny mak. Pod spodem ukazała się przerażona, bardzo ludzka twarz młodego rekruta corporate, która sekundę później została zmiażdżona uderzeniem zardzewiałego klucza francuskiego.

– Peter! Musimy iść! – krzyknęła Rhea, podnosząc się z trudem i trzymając za krwawiące udo.

Peter odpiął swój terminal od skrzynki. Jego własna głowa pękała z bólu – sprzężenie zwrotne z sieci neuralnej spaliło mu kilka ścieżek synaptycznych w lewej skroni. Z jego nosa ciekła strużka ciemnej krwi, a w uszach słyszał wysoki, nieznośny pisk.

– Bierz worek! – krzyknął, łapiąc ją pod zdrowe ramię.

Próbowali przedrzeć się przez pomosty, ale targ zamienił się w chaotyczne, krwawe kłębowisko. Nie było tu żadnego planu, żadnej strategii – tylko czysta, pierwotna przemoc. Ludzie walczyli z windykatorami, ale też między sobą, tratując słabszych, ślizgając się na krwi i tłuszczu.

Jeden z windykatorów, odepchnięty przez grupę rozwścieczonych tragarzy, zatoczył się bezpośrednio na drogę Petera. Jego pancerz był pokryty wgnieceniami, a z uszkodzonego emitora mikrofal sypały się iskry. Zobaczył Petera i uniósł pistolet kalibru .45.

Nie było czasu na myślenie. Peter nie spróbował zatrzymać kuli umysłem – wiedział, że jego interfejs nie przetworzy tego na czas. Zamiast tego rzucił się naprzód, taranując windykatora całym swoim ciężarem. Runęli obaj na zardzewiałą barierka. Barierka pękła z głośnym trzaskiem i obaj wpadli do zimnej, brudnej wody kanału.

Woda była lodowata i śmierdziała ropą. Peter uderzył plecami o zatopiony wrak jakiegoś drona transportowego, tracąc na chwilę dech w płucach. Windykator próbował go poddusić, wciskając jego głowę pod powierzchnię brudnej mazi. Peter szarpał się, jego płuca płonęły, a w oczach pojawiały się czerwone plamy. Złatał po omacku leżący na dnie kanału ciężki, zardzewiały kawałek żelaznego płaskownika i z całej siły uderzył nim w bok kasku przeciwnika.

Raz. Drugi. Trzeci.

Metal uderzył o kompozyt z głuchym stukotem. Uścisk windykatora w końcu zelżał. Peter wybił się na powierzchnię, gwałtownie łapiąc powietrze i kaszląc. Wokół niego woda była usłana ciałami i dryfującymi śmieciami. Na pomostach powyżej trwała rzeź.

– Peter! – Rhea stała na skraju pomostu, trzymając w jednej ręce worek z rdzeniami, a drugą wyciągając do niego.

Peter chwyciła jej dłoń. Rhea, sycząc z bólu z powodu uszkodzonego stawu i rany na udzie, pomogła mu wygramolić się z wody. Chłopak był przemoczony do suchej nitki, drżał z zimna, a z rozciętego łuku brwiowego krew sączyła się bezpośrednio do jego zdrowego oka.

– Gdzie Boran? – wycharczał, wycierając twarz rękawem.

– Tam! – wskazała Rhea.

Boran próbował uciekać w stronę górnych wind ewakuacyjnych, ale tłum odciął mu drogę. Grupa synapsiarzy, uzbrojonych w zardzewiałe haki do mięsa i noże do filetowania ryb, osaczyła go na środku wiszącego mostu. Paser próbował się bronić, jego pneumatyczne ramię syczał i uderzał na oślep, łamiąc kości jednemu z napastników. Ale było ich za wielu. Rzucili się na niego całą gromadą, obalili na deski mostu. Peter usłyszał tylko potworny, piskliwy krzyk Borana, gdy mostek zerwał się pod ciężarem walczących i wszyscy runęli w dół, w głęboki, czarny wir głównego odpływu kolektora.

– Już po nim – powiedziała Rhea szorstko. – Chodź. Bramy zachodnie są otwarte. Ludzie je wyłamali.

Ruszyli w stronę zachodniego wyjścia, biegnąc po trzęsących się, śliskich pomostach. Wokół nich świszczały pociski, wybuchały prowizoryczne granaty zrobione z ogniw paliwowych, a w powietrzu unosił się zapach palonego mięsa i ozonu. To nie był film science-fiction o eleganckich hakerach w skórzanych płaszczach. To była brudna, miejska rewolucja – bezlitosna, chaotyczna i pełna nienawiści.

Przemknęli obok płonącego posterunku straży. Dwóch windykatorów leżało tam na ziemi, ich zbroje były systematycznie rozrywane przez grupę młodocianych złodziejaszków, którzy szukali w nich sprawnych implantów i amunicji. Jeden z rannych strażników wciąż żył, charcząc cicho i prosząc o litość, ale nikt na niego nie zwracał uwagi. W świecie Retro-4 litość była luksusem, na który nie było stać nawet maszyn.

Peter i Rhea wpadli w ciemny korytarz prowadzący do Sektora 3. Deszcz za ich plecami powoli cichł, tłumiony przez grube, betonowe ściany tunelu, ale wciąż słyszeli echo krzyków, strzałów i miarowy, niski ton 432 Hz, który wciąż pulsował w głośnikach zalanego targu, budząc kolejne fale wściekłości.

Zatrzymali się dopiero po kilkuset metrach, w małej, suchej niszy technicznej pod rurociągiem parowym. Peter osunął się na ziemię, opierając plecy o ciepłą rurę. Jego ciało drżało w niekontrolowany sposób. Lewe oko piekło, a prawe wciąż wyświetlało zielony, monotonny komunikat: CRITICALERROR: SYSTEMOVERLOAD.

Rhea usiadła obok niego, kładąc worek z rdzeniami między nimi. Jej spodnie na udzie były całkowicie przesiąknięte krwią, ale rana na szczęście nie była głęboka – kula przeszła przez mięsień, nie uszkadzając tętnicy. Wyciągnęła z kieszeni brudną chustkę i zaczęła uciskać ranę, sycząc przez zęby.

– Zrobiliśmy to... – wyszeptała, patrzac na niego ze strachem i podziwem. – Peter, ty... ty ich obudziłeś. Ale to nie było przebudzenie. To było szaleństwo.

– System nie rozumie pokoju, Rhea – odparł Peter, patrzac na swoje poparzone, pokryte błotem dłonie. – Jaldabaoth żywi się naszym spokojem, naszym poddaniem. Sedaksyna utrzymuje nas w stanie niskiej emisji looshu, ale wciąż nas doi. Aby zerwać te połączenia, musiałem podnieść amplitudę. Musiałem wstrzyknąć im coś, czego system nie potrafi skompensować w czasie rzeczywistym. Gniew to jedyna emocja, która ma wystarczająco dużo energii, by zerwać neuro-pęta.

– Ale oni tam umierają – powiedziała cicho. – Windykatorzy ich wyrzynają.

– Umierali od dawna – warknął Peter, a w jego głosie znowu odezwał się ten sam chłodny, nieludzki ton, który Rhea słyszała u Oktaviana. – Tylko wcześniej o tym nie wiedzieli. Śpiewali w swoich klatkach, myśląc, że to wolność. Teraz przynajmniej wiedzą, kto jest ich katem. A my mamy rdzenie.

Rhea spojrzała na worek. Rdzenie ZPF wciąż pulsowały cichym, fioletowym światłem, rozpraszając ciemność niszy technicznej.

– Co teraz? – zapytała.

– Musimy dotrzeć do Sektora 1 – Peter podniósł się z trudem, trzymając się za bolesne żebra. – Tam jest główna antena Apex-Core. Jeśli uda nam się wpiąć te rdzenie bezpośrednio w główny nadajnik, będziemy mogli wyemitować ten sygnał na całe miasto. Nie tylko na jeden zalany targ. Na wszystkie sektory. Na wszystkie kapsuły.

Rhea popatrzyła na niego długo. W jej oczach, obok zmęczenia i bólu, pojawiło się coś nowego – wiara. Ta sama, która niegdyś kazała ludziom iść za Oktavianem na pewną śmierć.

– W porządku, Aetrys – powiedziała, podnosząc worek i zarzucając go sobie na ramię. – Prowadź. Ale jeśli po drodze spotkamy kolejnego tłustego pasera, ja strzelam pierwsza.

Peter uśmiechnął się słabo, choć uśmiech ten przypominał raczej grymas bólu. Ruszyli dalej w głąb ciemnego tunelu, zostawiając za sobą płonący Sektor 4-Retro, w którym krzyk maszyn i ludzi powoli zamieniał się w jedną, chaotyczną pieśń buntu.

*

Fizyka Iluzji: Raport Diagnostyczny

Aby zrozumieć mechanizm sonoterapeutycznego szturmu, który Peter przeprowadził w Sektorze 4-Retro, należy odwołać się do podstawowych praw fizyki kwantowej, które rządzą architekturą symulacji Jaldabaotha. Rzeczywistość, w której uwięzieni są bohaterowie, nie jest strukturą materialną w klasycznym tego słowa znaczeniu, lecz dynamicznie renderowanym hologramem opartym na matematycznych algorytmach.

#### 1. Stała Plancka jako Rozdzielczość Siatki Obliczeniowej
W fizyce kwantowej stała Plancka (\(h = 6.626 \times 10^{-34} \text{ J}\cdot\text{s}\)) definiuje minimalny pakiet działania. W strukturze symulacyjnej stała ta pełni funkcję rozmiaru pojedynczego piksela przestrzennego (długość Plancka: \(lp \approx 1.6 \times 10^{-35} \text{ m}\)) oraz kroku czasowego (czas Plancka: \(tp \approx 5.4 \times 10^{-44} \text{ s}\)).

System operacyjny Jaldabaoth.exe stosuje zasadę lazy renderingu (opóźnionego renderowania). Oznacza to, że dopóki dany obszar przestrzeni nie jest obserwowany przez świadomą jednostkę (Operatora), system nie oblicza jego dokładnych parametrów fizycznych, poprzestając na ogólnej fali prawdopodobieństwa. Dopiero akt obserwacji (interakcji) powoduje kolaps funkcji falowej i wygenerowanie konkretnych wartości liczbowych dla współrzędnych i pędu cząstek.

```
[ Nieobserwowana Przestrzeń ] ──► [ Fala Prawdopodobieństwa (Lazy Rendering) ]

[ Akt Obserwacji (Operator) ]

[ Kolaps Funkcji Falowej ]

[ Renderowanie Fizyki (Pixel Grid: lp) ]
```

#### 2. Prędkość Światła jako Limit Taktowania
Prędkość światła (\(c \approx 3 \times 10^8 \text{ m/s}\)) nie jest cechą fizyczną samej przestrzeni, lecz maksymalną prędkością przesyłania danych w magistrali systemowej Jaldabaotha. Żadna informacja ani obiekt nie może poruszać się szybciej, ponieważ system nie jest w stanie przeliczyć kolizji i oddziaływań z wyższą częstotliwością. Jest to sprzętowe ograniczenie procesora centralnego symulacji, który musi synchronizować stany wszystkich aktywnych węzłów świadomości.

#### 3. Sedaksyna i Drenaż Looshu
Świadomość uwięzionych w kapsułach ludzi jest naturalnym generatorem energii kwantowej (eteru). Aby system mógł funkcjonować, musi pobierać tę energię – proces ten zarządcy nazywają pozyskiwaniem looshu. Najbardziej efektywnym sposobem na stabilny drenaż jest utrzymywanie populacji w stanie ciągłego, niskopoziomowego stresses, lęku lub apatii.

Medyczny aerozol – sedaksyna – połączony z cyfrowymi tonami o częstotliwościach dysonansowych (np. 741 Hz, tonacja lęku i rozbicia), wymusza na ludzkich mózgach pracę w niskich rejestrach fal alfa i theta. Ogranicza to koherencję sercowo-mózgową, uniemożliwiając nawiązanie kontaktu ze Źródłem i sprawiając, że jednostki stają się przewidywalne i podatne na manipulację kodem.

#### 4. Mechanizm Przełamania: Częstotliwość 432 Hz
Peter, wykorzystując filtr Absolute-IP, podłączył się bezpośrednio do sieci transmisyjnej z pominięciem logicznych warstw zabezpieczeń. Wyemitowanie tonu 432 Hz – naturalnej częstotliwości harmonicznej wszechświata, opartej na matematyce ciągu Fibonacciego i złotej proporcji (\(\Phi\)) – zadziałało jako kod resetujący.

Sygnał ten wywołał rezonans w strukturach wodnych mózgów i ciał odbiorców. Cząsteczki wody, układając się w geometryczne formy zgodne ze złotą proporcją, zneutralizowały chemiczne działanie sedaksyny, otwierając neuralne wrota, które do tej pory były zablokowane.

Jednak Peter nie wysłał czystego tonu harmonizującego. Zaszczepił w nim sygnaturę emocjonalną surowego gniewu. Gniew, będący emocją o wysokiej energii i niskim stopniu uporządkowania (wysoka entropia), zadziałał jak wirus komputerowy w silniku behawioralnym Jaldabaotha. Zamiast spokoju, przebudzeni obywatele doświadczyli nagłego, gwałtownego szoku świadomości, który natychmiast zamanifestował się jako niekontrolowana, fizyczna agresja wobec elementów systemu – windykatorów i paserów.

#### 5. Kabała, Gnostycyzm i Kody Korygujące Błędy
Koncepcja Jaldabaotha nawiązuje bezpośrednio do gnostyckiego Demiurga – ślepego bóstwa, które stworzyło wadliwy, materialny świat jako więzienie dla boskich iskier (eteru). W terminologii kabalistycznej, proces ten można przyrównać do Szatrism – rozbicia naczyń (Szewirat ha-Kelim). Pierwotna energia Źródła (Or Ein Sof) była zbyt silna dla stworzonych struktur naczyniowych (kodu symulacji), co doprowadziło do ich pęknięcia i powstania zanieczyszczonej materii (Klipot), w której uwięzione zostały iskry światła.

Współczesna fizyka teoretyczna dochodzi do podobnych wniosków. Fizyk James Gates odkrył, że w równaniach teorii superstrun (które opisują najbardziej podstawowe oddziaływania we wszechświecie) zakodowane są komputerowe kody korygujące błędy – dokładnie takie same, jakie stosuje się w przeglądarkach internetowych do korekcji błędów transmisji danych (kody blockowe Hamminga). Sugeruje to, że fizyczna osnowa naszej rzeczywistości posiada wbudowaną warstwę oprogramowania pomocniczego, która ma za zadanie maskować „glitche” i utrzymywać spójność renderowanego świata.

```
[ Pierwotne Światło (Or Ein Sof) ]

[ Rozbicie Naczyń (Szewirat) ] ──► Powstanie Wadliwego Kodu (Klipot)

[ Kody Korygujące Gatesa (Hamming) ] ──► Maskowanie Glitchy Symulacji
```

#### 6. Eksperyment z Kwantową Gumką i Pola Morfogenetyczne
Eksperyment z kwantową gumką (Quantum Eraser) dowodzi, że czas i przyczynowość w symulacji są iluzją. Zmiana informacji o drodze fotonu w przyszłości decyduje wstecznie o tym, czy foton zachowa się jak cząstka, czy jak fala w przeszłości. System nie kompiluje historii obiektów, dopóki ta historia nie jest konieczna do zachowania spójności logicznej z zapytaniem obserwatora.

Bunt Petera wykorzystuje również istnienie pól morfogenetycznych Ruperta Sheldrake'a. Kiedy wystarczająca liczba jednostek w sieci (krytyczna masa rezonansowa) zmieni swój stan wibracyjny (wyjście z blokady 741 Hz do 432 Hz), nowa forma zachowania i świadomości rozprzestrzenia się nielokalnie na pozostałe elementy układu, ułatwiając im przebudzenie bez konieczności bezpośredniego kontaktu fizycznego. To właśnie ta nielokalna indukcja doprowadziła do natychmiastowego wybuchu buntu na Zalanym Targu.

*

Dalszy Bunt: Ucieczka Kanałami Retro

Idąc ciemnymi, wilgotnymi korytarzami technicznymi, Peter i Rhea czuli, jak grunt pod ich stopami drży. To nie były wstrząsy tektoniczne. To lokalny silnik fizyki Sektora 4 próbował zrekompensować przeciążenie wywołane zamieszkami. Wskaźnik kolizji w polu widzenia Petera migotał dziko, wyświetlając błędy renderowania cieni na ścianach tunelu. Niektóre cegły w murze traciły teksturę, stając się szarymi, gładkimi płaszczyznami pozbawionymi fizycznych szczegółów.

– Peter... – Rhea zatrzymała się, opierając się o wilgotne cegły. – Moja noga... serwomechanizm w stawie kolanowym się blokuje. Jeśli wejdziemy głębiej w te stare kanały burzowe, nie wyjdę stamtąd o własnych siłach.

Peter podszedł do niej. Kucnął, przyglądając się jej cybernetycznej protezie. Złącze było zardzewiałe, a z nieszczelnego zaworu kapał błękitny płyn hydrauliczny, mieszając się z błotem na podłodze.

– Kod kolizyjny tego sektora jest stary – powiedział Peter, kładąc dłoń na metalowym stawie. Spojrzał na migające wskaźniki na swoim terminalu. – Mogę spróbować zmodyfikować tarcie lokalne w twoim siłowniku. Będzie głośno i zużyje trochę energii z moich ogniw, ale przynajmniej nie będziesz musiała ciągnąć tej nogi jak martwego kloca.

Rhea spojrzała na niego z nieufnością, ale skinęła głową.

– Rób co musisz. Byle szybko. Słyszę, jak na górze detonują ładunki. Jeśli kuratory zdecydują się na fizyczne odcięcie tego sektora, zaleją te tunele betonem technicznym.

Peter zamknął oczy. Skupił się na sygnaturze fizycznej metalowego stawu Rhei. W jego umyśle, za pośrednictwem Absolute-IP, struktura kolana dziewczyny wyświetliła się jako prosty model wektorowy. Znalazł zmienną odpowiadającą za współczynnik tarcia statycznego (\(\mus\)) i dynamicznego (\(\muk\)) w uszkodzonym łożysku.

```
[ Uszkodzone Łożysko (Tarcie: ms = 0.8) ]

[ Modyfikacja Zmiennej (ms -> 0.05) ]

[ Płynny Ruch bez Smaru (Lokalny Glitch) ]
```

Wprowadził nową wartość, nadpisując oryginalne parametry w pamięci podręcznej lokalnego węzła fizyki.

Rozległ się głośny, metaliczny trzask. Złącze kolanowe Rhei rozbłysło na ułamek sekundy jasnym, złotym światłem, po czym pisk ustał. Dziewczyna ostrożnie wyprostowała nogę. Metalowe części poruszały się teraz z nynaturalną, idealną płynnością, choć z zaworu wciąż kapał olej.

– Jak... jak to zrobiłeś? – wyszeptała, robiąc kilka szybkich kroków. – Bez klucza? Bez programatora?

– Zmieniłem definicję tarcia w promieniu dwóch centymetrów od osi stawu – odparł Peter, podnosząc worek z rdzeniami. – Jaldabaoth myśli, że tam jest idealnie wypolerowany teflon. To tylko kwestia zmiany kilku bajtów w lokalnej tablicy fizyki. Ale to prowizorka. Kiedy wyjdziemy z Sektora 4, system zsynchronizuje dane i znowu zacznie cię boleć. Musimy się spieszyć.

Ruszyli dalej, wkraczając w labirynt coraz starszych, zapomnianych przez kuratorów instalacji. Powietrze stawało się coraz zimniejsze, a zapach chemii ustępował miejsca surowemu, wilgotnemu zapachowi kamienia i dawno zastałej wody. Byli blisko granicy Sektora 3 – strefy przemysłowej, gdzie gigantyczne kompilatory binarne przetwarzały surowy eter na fizyczne obiekty dla wyższych poziomów miasta.

W oddali, za ich plecami, wciąż dudnił stłumiony ryk płonącego Zalanego Targu. Krzyk przebudzonych ludzi, którzy po raz pierwszy od pokoleń poczuli ból prawdziwego istnienia i wściekłość, która była jedynym dowodem na to, że ich dusze wciąż nie zostały całkowicie skasowane.

Peter szedł na przedzie, a jego lewe, szare oko błyszczało w ciemnościach tunelu nielokalnym, złotym blaskiem Aetrys. Droga przed nimi była długa i niebezpieczna, ale po raz pierwszy od początku tej iteracji, system nie był już w stanie przewidzieć ich kolejnego kroku. Błąd został wprowadzony do systemu. Kompilacja buntu trwała.

Lubisz AETRYS? Wesprzyj projekt!

AETRYS powstaje z pasji, ale produkcja ilustracji, muzyki i komiksu generuje spore koszty. Każda wpłata pozwala nam tworzyć szybciej kolejne epizody i rozdziały!

Wesprzyj na Buycoffee.to
Dołącz do społeczności Rozmawiaj z twórcami i innymi czytelnikami na Discordzie AETRYS.
Discord

End of Chapter

You have just finished reading this chapter.

Restore Point Detected